W ten weekend zgrzeszyłam..Przyznaję się bez bicia. Olałam dietę i zajadałam się upieczonym przeze mnie sernikiem, zupełnie nie MM-owym. Nie zdziwię się, jeśli na koniec tygodnia waga skoczy do góry lub będzie stała w miejscu. No ale mówiąc szczerze nie mam chyba zbyt dużych wyrzutów sumienia. Było warto :) Od dziś grzecznie wracam w objęcia Montignaca, a z Wami dzielę się przepisem na serniczek, który jest naprawdę bardzo smaczny i szybki w wykonaniu.
Przepis na to ciasto znalazłam na blogu Konsti Apparecchiamo? Kusiło mnie i kusiło. Bardzo lubimy czekoladowe ciasta, więc musiałam je zrobić. Muszę jednak powiedzieć, że ciasto choć w smaku bardzo dobre, było za suche i bardzo się kruszyło. Myślałam, że będzie wilgotne, jednak takie nie wyszło. Myślę, że to może być moja wina, że po prostu coś zrobiłam nie tak, za długo potrzymałam w piekarniku? Nie wiem. Było jednak smaczne, idealne do filiżanki herbaty, kawy czy mleka.
Tort wyszedł bardzo duży, w smaku był delikatny, trochę możnaby podkręcić kolor. Biszkopt robiłam z tego przepisu. pokroiłam go na 5 plastrów, z czego do tortu wykorzystałam 3 plastry. Do nasączenia użyłam białej herbaty z dodatkiem soku z pomarańczy i likieru pomarańczowego.
Rok temu gdy mieszkalam we Francji, z dala od rodzinnego domu, pierwszy raz w zyciu ugotowalam zurek na Wielkanoc.Bedac w Polsce wiele razy jadlam go przy roznych okazjach, zawsze smakowal wspaniale. Chcialam wiec przywolac ten smak w swiateczny dzien.
W sobotę zorganizowaliśmy dzieciom zabawę urodzinową w księgarnio-kawiarni, gdzie wśród książek, w przytulnym wnętrzu zajmowaly się magią. Dzień wcześniej piekłam dla nich dwa ciasta na bazie sernika. I dziś zamieszczam pierwszy przepis na sernik trójkolorowy, bo łączony z trzema rodzajami czekolad. Bardzo się małym czarodziejom podobał i smakował im. Ozdobiłam go kolorowymi figurkami zwierzątek, a ze środka wystrzeliła fontanna ognia! :-))
Z tą galaretką to było dziwnie. Bo pierwszego dnia warsztatów na które zaprosili mnie Ania i Piotrek, machnąłem się w proporcjach i galaretka się nie ścięła tak jak powinna, więc nie wyglądała zbyt reprezentacyjnie, na domiar złego również w smaku sporo jej brakowało. I pewnie dlatego ponad połowę przywiozłem do domu. Za to drugiego dnia… ooo!
Jestem ciepłolubna. Zdecydowanie. Nie mogę doczekać się wiosny, ciepłych promieni słońca, radosnego śpiewu ptaków, zieleni dookoła. Zanim to nastąpi posiedzę sobie z nosem przy szybie wypatrując oznak wiosny, albo... wyruszając palcem po mapie do Meksyku i pijąc tam gorącą czekoladę z chilli.
W ostatnią niedzielę spędziłam pół dnia bardzo pracowicie, lepiąc rogaliki z tego przepisu dla mojego syna do szkoły, z okazji dnia kobiet. Było tego sporo, bo musiałam zaopatrzyć całą klasę, niedużą co prawda, ale jednak trochę tego mi wyszło. Część nadziewałam dżemem, a część nutellą.
Jeśli komuś posmakował krem, to tarta z nim będzie rarytasem. Miałam robić ciastka ale po zastanowieniu stwierdziłam, że szybciej będzie zrobić tartę, tym bardziej, że u mnie z wolnym czasem bywa krucho a w styczniowym numerze Kuchni widziałam gotowy przepis. Dla miłośników tart i kruchych ciast jest to strzał w 10! I nie tylko dla miłośników.
Z ciastami ostatnio u mnie bywa ciężko, to znaczy - albo dobieram niewłaściwe przepisy, albo po prostu coś robię nie tak, dość powiedzieć, że ostatnie dwa podejścia do dwóch różnych ciast zakończyły się zakalcem i zawartością blachy w koszu. Dlatego ucieszyłam się, kiedy wyszło mi to ciasto, zrobione dość impulsywnie, bo w misie na owoce zalegały mi trzy przejrzałe banany i żal było mi ich wyrzucić.
Na blogu Karolki znalazłam przepis na najprostszy tort makowy. Bez problemów poradzi sobie z nim każda gospodyni, nawet początkująca. Jest pyszny, bardzo słodki (można zmniejszyć ilość cukru do 1/2 szklanki) i baaaardzo makowy:-)