Kolejne jajka, które robiłam już jakiś czas temu i bardzo mi smakowały :)Zainspirowane przepisem z książeczki "Coś na ząb" z Biblioteczki Poradnika Domowego ;)
Jajka gotuję na twardo, po 3 minutach gotowania dodaję fasolkę. Po 10 minutach gotowania odcedzam i jajka płuczę pod zimną wodą, a fasolkę kładę obok.Pomidory i oliwki kroję na drobniejsze kawałki i umieszczam je w miseczce, zalewam oliwą od pomidorów.Sałatę myję, suszę, drę na kawałki i układam na półmisku. Na niej układam pomidory i oliwki wyjęte z oliwy.
Jajka ugotować na twardo, ostudzić, obrać, przekroić na połówki. Plastry szynki zrolować, spiąć wykałaczkami, do środka włożyć po 2 zielone oliwki. Plastry szynki układać na jajkach, ozdobić oliwką. Podawać z sosem chrzanowym.
Od kiedy przeczytałam książkę Mirielle Guiliano Francuzki nie tyją, zapragnęłam mieć swój własny domowy jogurt. Robiłam do niego kilka podejść, lecz za żadne skarby świata nie chciał mi się udać. Przepis mówi, aby do zwykłego mleka dodać jedną łyżkę jogurtu naturalnego i po paru godzinach powinniśmy otrzymać zakwaszoną całość, pięknie ściętą - jak to jogurt. Guzik z pętelką. Postępując zgodnie z książkową recepturą otrzymywałam ledwo wyczuwalnie zakwaszone mleko.
Od dawna "chodził" za mną jakiś drożdżowy wypiek z adwokatem. Mając wolną chwilę i resztki adwokata w butelce, której chciałam się pozbyć postanowiłam zrobić rogaliki z kremem adwokatowym. Wykorzystałam sprawdzony przepis na ciasto drożdżowe a z kremem trochę poeksperymentowałam. Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Dlatego polecam rogaliki z adwokatem:)
Do pieczenia chleba zbierałam się od dawna ale zawsze brakowało mi odwagi. Przez długi czas podglądałam koleżanki blogerki i ich piekarskie wyczyny, wczytywałam się w ich opowieści o wyrabianiu, składaniu...itd. Dzięki wskazówkom udzielanym w Weekendowej Piekarni wyhodowałam sobie zakwas, co prawda z pewnymi trudnościami ale jednak udało się. Nazbierałam sobie wiele przepisów, nawet założyłam specjalny skoroszyt, w którym gromadzę tylko te chlebowe.
Ostatnią potrawą którą przygotowałem dla uczestników warsztatów, na których Ania i Piotrek opowiadali o kobiecie w kulturach, była indyjska Alu Kofta, wraz z ostrym sosem jogurtowym. To danie jest chyba najbardziej rozpoznawalnym u nas specjałem kuchni Indyjskiej, nie tylko ze względu na swój wegetariański charakter i nie tylko dzięki Krysznaitom, ale przede wszystkim dlatego, że jest bardzo smaczne, chociaż zupełnie inne niż nasze codzienne smaki. No i fantastycznie nadaje się jako przekąseczka na wszelkiego rodzaju imprezy.
Zawsze myślałam, że zielone i niebieskie jedzenie nie jest zbyt apetyczne. Jednak chyba nie dla każdego, bo ten deser zniknął błyskawicznie i podobno był bardzo dobry. Ja, co prawda nawet go nie spróbowałam, wystarczyła mi opinia tych co jedli. A, że przygotowałam go z myślą o akcji Pinkake, musiał być zielony.
Cebulę obrać, pokroić w drobną kostkę, zeszklić na oleju. Dodać czosnek przeciśnięty przez praskę i delikatnie podsmażyć. Rozmrożony szpinak dodać do zeszklonej cebuli i czosnku i chwilkę zasmażyć. Doprawić solą i pieprzem do smaku. Gotowy farsz przekładać do słonych babeczek. Podawać z odrobiną kwaśnej śmietany.
Przyznam, że nie lubię selera. Od niedawna jadam go w wersji naciowej. Korzeń selera to jednak nie mój smak. Niestety tak się stało, że w moim domu zawieruszył się nieopatrznie słoiczek poszatkowanego selera. Nie wiedziałam zupełnie, w jakiej postaci będę mogła go użyć.
Najbardziej lubię pomidorówkę z ryżem, zwykłą kartoflankę, zupę maslankową i czosnkową, pierogi z serem i szczypiorem, placki ziemniaczane z cebulą, zalewajkę z duzą ilością ziemniaków, pastę z makreli, jajka z majonezem i szczypiorem...Najbardziej lubię proste jedzenie. Owszem wprost przepadam za łososiem,czarnymi oliwkami, daniami z fetą, owocami morza ale gdyby tak postawono przede mną talerz zwykłych, skromnych ziemniaczanych pierogów polanych zeszkloną cebulką i jakieś wykwintne danie, wybrałabym to pierwsze.
Dzisiejsza propozycja jest dla wszystkich tych, którzy nie mają czasu na pieczenie chleba, a bardzo by chcieli. Jest to przepis na dużą ilość chleba, którą się piecze za jednym razem. Z podanych proporcji wychodzą 3 bochenki. Dwa duże i jeden mniejszy. Piekę je w keksówkach i posypuję różnymi ziarnami. Czasem makiem, czasem słonecznikiem czy płatkami owsianymi.
Z faworków robionych na Tłusty Czwartek zostały mi białka. Synek poprosił mnie o bezy, które bardzo lubi, nie mogłam więc odmówić. Było to dla mnie pewne wyzwanie i nie wiedziałam, czy mi wyjdą, gdyż wcześniej nigdy ich nie robiłam. To są moje pierwsze bezy (pomijając Pavlovą):)