Bardzo lubię gotować i jakoś się z tym ogarniam natomiast nie lubię piec ciast. Zwykle mam wrażenie, że podczas ich przygotowywania powstaje straszny bałagan, nad którym ciężko mi zapanować. Tym razem było inaczej ponieważ poszłam na skróty i zamiast robienia kruchego ciasta zastosowałam gotowe ciasto francuskie. Może nie wygląda jakoś szczególnie, w końcu to eksperyment w moim wykonaniu ale smakuje całkiem świetnie. Polecam do wykonania wszystkim tym, którzy lubią przegryźć coś słodkiego a nie bardzo lubią zabawy w pieczenie ciast.
Brzmi egzotycznie ale nie jest to aż tak bardzo obce danie.To chili i kardamon nadają tej potrawie tego charakteru. Mięso w wyniku marynowania jest kruche i aromatyczne a ryż... przepyszny. Jest to mój ulubiony sposób przyrządzania ryżu i tak mi smakuje, że mogłabym jeść go samego.
Wiadomo że teraz jest okres zbierania zapasów na zimę. Ja na razie sporo warzyw zamroziłam, z przetworów zrobiłam tylko kilka słoików powideł truskawkowych, jutro czekają na mnie wiśnie w syropie ale zrobiłam również czosnek, za któym przepadamy :-)
Niedługo dojdę chyba do wniosku, że jestem uzależniona od cukinii. Swoją do niej miłością zarażam domowników, nawet dwuipółletni Bartek wcina cukinię w różnej postaci. Chyba zjadamy jej więcej niż ziemniaków czy pomidorów. Dzisiaj obiad szybki i dla leniwych.
czasem są takie dni, że obiad wymyślam na szybko, i najlepiej "z niczego", i w ten sposób czyszczę lodówkę z różnych dziwnych rzeczy pozostawionych do zjedzenia "jutro". tym razem padło na pieczone kurze udka (niezjedzony obiad z poprzedniego dnia, rodzina wzgardziła) oraz gotowe placki tortillowe, kupione kiedyś i trzymane na zasadzie "przydasie". i się przydało :)
Mmm... Mówię Wam - poezja. Całość rewelacyjnie ze sobą współgra, bazylia i tymianek podkreślają smak słodkich pomidorków, a delikatna masa spaja wszystko w obiad niemal idealny
Postanowiłam przetestować kolejny przepis z książki Penelope Green "Na północ od Capri". Wybrałam pastę z pesto i bobem. Pesto lubi cała rodzinka, bób nawet już bąbel wcina, a makaron, wiadomo każdy i zawsze.
od czasu do czasu nachodzi mnie przemożna chęć na smalec, taki do chleba. pamiętam, jak mój tata robił go kiedyś.. cały proces, kawałek po kawałku. ale że sposób mojego taty nie do końca mi pasował (na smalcu w kostkach się opierał) poszukałam sama jakiegoś przepisu "od zera".
Szwarcwaldzki, Black Forest, Czarnoleski – sernik ten, powstały na wzór słynnego tortu, może przybierać różne nazwy. Jedno jest jednak pewne: ja i cała moja rodzina jesteśmy absolutnie zachwyceni tym ciastem. Sernik wyszedł idealny – nie za suchy, kremowy, o idealnej konsystencji, z pięknym czekoladowym wzorkiem. Po prostu przepyszny!
Smakuje tak samo dobrze, jak wygląda. Delikatny, rozpływający się w ustach, bardzo truskawkowy, a z delikatną masą idealnie kontrastują chrupiące w spodzie migdały. Nie jest bardzo słodki, ale przez to jego truskawkowość objawia się w pełnej krasie (nic nie stoi jednak na przeszkodzie, żeby dosypać więcej cukru). Na letnie upały, czy deszczowe popołudnia na poprawę humoru.
W oryginalnym przepisie do chlebka dodaje się suszone wiśnie - zamieniłam je na suszoną żurawinę, ponieważ odkryłam w szafce spory jej zapas i postanowiłam wykorzystać do tego ciasta.
Bardzo lubię czerwone porzeczki, najchętniej zjadam je z krzaczka (podobnie jak mój synek), albo pakuję do pleśniaka, ostatnio także trochę do słoiczków. Sernik robiłam pierwszy raz i nie zawiodłam się. Jest wilgotny, miękki, dzięki porzeczkom orzeźwiający. Smakuje rewelacyjnie. Taki na gorące dni, choć nie jest sernikiem na zimno;).