To pyszne, drożdżowe racuszki, pachnące, puszyste, posypane moim ukochanym cynamonem. Przepis na livance znalazłam w serwisie Ugotuj.to. Bardzo nam smakowały i na pewno zrobię je jeszcze nie raz :)
Nagle poczulam wielka ochote na taki wytrawny wypiek. Juz kiedys robilam muffinki w tym stylu i wtedy zniknely ze stolu w oka mgnieniu. Pamietam do dzis ich smak. Przyznam szczerze, ze bardzo nam zasmakowaly i chyba cieszyly sie wieksza popularnoscia niz muffiny na slodko. Tym razem bylo podobnie. Nim dobrze ostygly to juz ich nie bylo.
Od wczoraj moje dziecię męczyło mnie , żeby zrobić te naleśniki . Nie było wyjścia - dzisiaj wybrałyśmy się na zakupy , kupiłyśmy banany i razem zrobiłyśmy pyszny deser . Nie spodziewałam się , że wyjdzie taka pychotka ! Kremowe bananowe nadzienie ukryte pod naleśnikową kołderką , polane czekoladową polewą - to bardzo udane połączenie :)
Podobno jest to ulubiona potrawa florentyńczyków, jeśli tak jest naprawdę, to wcale się nie dziwię, bo jest naprawdę pyszna! Podobno najbardziej smakuje, kiedy ugotuje się ją w glinianym garnku, muszę uwierzyć na słowo, bo takiego garnka nie posiadam.
Część twarożkowa dekoracyjnie „listkuje”, a w części orzechowej czuć idealną harmonię smaków klasycznego połączenia orzechów i mocnej kawy. Spód „ślimaczków” jest lekko skarmelizowany i przez to chrupiący dodając jeszcze jedną zaletę tym ciastkom.
Między podawaniem lekarstw a wycieraniem nosów nie ma raczej czasu na gotowanie, ewentualnie można zrobić chudy, rozgrzewający rosołek; nie ma to jednak jak kulinarne archiwum - dziś wyciągnęłam z niego taką oto sałatkę.
Banany obrać, zmiksować z cukrem w blenderze. Dodać mleko, sok z limonki i ponownie wymieszać. Przelać do szklanek, udekorować plasterkiem limonki i rozkruszoną czekoladą.
Po przeczytaniu przepisu obawiałam się , że ciasto wyjdzie już nawet nie wilgotne , a wręcz rzadkie , jak zupa. Jednak zaryzykowałam i... opłaciło się :-) Wyszło takie jak chciałam - mocno czekoladowe i cudownie wilgotne (tak , koniecznie trzeba było to zaznaczyć w nazwie , bo niektóre ciasta czekoladowe są dosyć suche).
W ramach "Zimowego Festiwalu Zup" przygotowałam zupę fasolową. Pożywną, rozgrzewającą, pachnącą majerankiem. Inną od tej, którą robiło się w moim rodzinnym domu, gotowaną np. na żeberkach, ciężką i zawiesistą. Moja zupa jest zdecydowanie lżejsza, ale nie mniej smaczna. Na mroźne, zimowe dni jak znalazł :)
Co zrobić z masą makową, której zostało dość dużo po zrobieniu klusek z makiem? Można posmarować nią zalegające w lodówce ciasto francuskie i w dwadzieścia minut przygotować małe słodkie co nieco. Przepis na te ślimaczki znalazłam na blogu Kasi Klich. Bardzo smaczne i zaskakująco proste.
W moim rodzinnym domu rzadko piekło się pasztety. Może, dlatego, że nie ma u nas wielu fanów tego dania. Pewnego dnia spróbowałam pasztetu wykonanego przez Krzyśka ciotkę (wielu z Was znana jako Jotka bądź Negresca z bloga – Prowincjonalna wioska) i co się okazał
Książeczka oprócz przepisów ma ciekawie opisaną historię tych terenów począwszy od czasów prehistorycznych. Wertując ją z wielkim zainteresowaniem trafiłam na prościutkie danie z holenderskiej części Flandrii (Holandia pd-zach. nad granicą z Belgią). Były to jajka panierowane. Proste, lecz wydawały mi się tak dziwne, że od razu musiałam wypróbować. Wynika to pewnie stąd, że nie jestem jeszcze bardzo doświadczoną kucharką. Wielu z Was pewnie słyszało o tym daniu już nie raz:)
Lubię przepisy , gdzie na efekty trzeba trochę poczekać - smak potrawy wynagradza długie oczekiwanie. W dzisiejszych czasach jesteśmy bardzo zabiegani i nie zawsze udaje się znaleźć wolną chwilę na przygotowania . Czasem warto poświęcić trochę czasu - potem możemy się delektować niepowtarzalnym smakiem i zapachem . Na te pierniki trzeba trochę poczekać - ciasto musi dojrzewać co najmniej przez 4-5 tygodni - dopiero po tym czasie możemy zabrać się do pieczenia .
Utarłam żółtka z resztą cukru i dodałam do zaczynu. Potem dodałam resztę mąki, białko i roztopione masło. Wyrabiałam tak długo aż przestało się kleić do rąk. Jeśli trzeba to należy dosypać mąki. Wyrabiać aż będzie gotowe. Dużym ułatwieniem jest robot kuchenny.
Mięso włożyć do garnka. Zalać przegotowaną, ostudzoną wodą, dodać listki laurowe, ziele angielskie, rozgnieciony czosnek i sporą część soli. Odstawić do lodówki na 24 godziny lub więcej.
Cebulę obrać, pokroić drobno, wrzucić na rozgrzany tłuszcz. Paprykę umyć, pokroić w cienkie słupki, dodać do cebulki. Ananasa pokroić w kostkę, dodać do cebulki i papryki. Wrzucić kandyzowaną żurawinę i dusić pod przykryciem. Na koniec dołożyć filety, doprawić solą i pieprzem do smaku.