Sernik, z białą i kakaową kruszonką, kruchusieńką, rozpływającą sie w ustach, bo zrobioną na bazie krupczatki. Gorąco namawiam, abyście użyli do niej masła, margaryne spokojnie można zużyć do masy serowej. Właśnie...masa serowa. Tym razem użyłam do niej koziego twarogu (oczywiście domowej roboty) i nie zmielonego, ale rozgniecionego widelcem. Wyszło super... no i pysznie!
Przepis znaleziony na broszurkach pojawiających się co tydzień w sieci Biedronka. W oryginale były to sznycle z indyka, ale jako że za indykiem nie przepadam, zmieniłam je na kurczaka. Całość smakowała, ale nie było to danie, które wywołało jakieś zachwyty z naszej strony. Ot, zwykły przyzwoity niedzielny obiad. Chyba miałam dziś większą ochotę na czerwone mięso. Ech, kobiecie czasami ciężko dogodzić ;)
Góralka Antosia zjeżdżała kolejką z Gubałówki w dół do miasta parę razy w tygodniu. Zawsze miała na sobie długą kwiecistą spódnicę (czasem w paski), kwiecistą chustę na głowie wiązaną pod szyją, duży plecak i materiałową torbę. Spod chusty wychodziło pasemko siwych włosów. Chyba miała szare oczy - tak ją pamiętam. W torbie i plecaku był czasem bundz, czasem oscypek, czasem jajka, a czasem żywa kura. Czasem wszystko na raz.
Pyzy jak ja dawno ich nie jadłam, ostatnio to było z pięć lat temu jak nie lepiej :-) dlatego postanowiłam zrobić aby, moje dzieci również poznały tą potrawę i została zapamiętana a nauczyłam się ich robić jeszcze w szkole.
Tej jesieni dynia pojawia się na moim stole dość często, głównie w postaci słodkich wypieków. Rozpoczęty wczoraj Festiwal Dyni jest dla mnie motywacją do wypróbowania kolejnych dyniowych przysmaków.
Skorzystałam tym razem z przepisu Dorotus. Musiałam go z konieczności trochę zmienić, bo zapomniałam, że nie mam w domu ani grama kakao i zamiast tego dodałam kawę rozpuszczalną, a po namyśle jeszcze cynamon i imbir. Babka wyszła bardzo dobrze, jest dość ciężka i mokra, a także dość słodka. Przepis poniżej podaję z moimi modyfikacjami.
Ostatnio rozmyślałam nad połączeniem smaków i pewnie nie odkryłam Ameryki ale naszła mnie ochota na wiśnie i kokos. A, że było mi zimno i chciałam się rozgrzać zrobiłam sobie herbatę. Dolałam soku wiśniowego a na rozgrzewkę moje Malibu, które ostatnio jest coraz częściej przeze mnie wykorzystywane.
Do tych ciastek przymierzałam się od dłuższego czasu.W końcu upiekłam.Ciasteczka w piekarniku rozlały się i połączyły.Wyglądają tak sobie, ale smakują bardzo dobrze....Są bardzo miękkie, trzeba je zjeść w ciągu 3-4 dni.
Kto wypróbuje ten przepis, temu nie straszne już robienie pierogów. Ciasto super się zagniata, jest mięciutkie elastyczne, nie klei się do rąk i stolnicy, nie sprawia kłopotów przy wałkowaniu. Rewelacja po prostu. A po ugotowaniu... rozpływa się w ustach...no i ten smak śmietanowy..mmmm..Polecam gorąco!
Właściwie to już trzeci przepis na faworki na moim blogu. Jakis czas temu zamieszczałam przepis na faworki maślane. Zupełnie różne od smietankowych, ale równie pyszne!
Bardzo smaczne cukiniowe danie z kurczakiem z tego bloga. Odrobinę zmodyfikowane z pomienionym ketchupem i marchewką, dodatkiem ode mnie sosu worcester. Zdjęcie zajeło drugie miejsce.
Formę wyłożyć papierem do pieczenia lub posmarować masłem. Do przygotowanej formy wsypać 3 1/2 szklanki powstałych okruszków i wylepić nimi dno. Pozostałe okruszki rozsypać na płaskiej blasze i piec przez około 10 minut - do lekkiego zrumienia. Od czasu do czasu należy je lekko zamieszać. Wyjąć z piekarnika i wystudzić na blasze.