Pierwszego dnia nie byłam zachwycona tym ciastem. Była dosyć zbita, choć nie twarda, powiedziałabym gąbczasta, a przyrumieniona skórka gryzła się z cytrynowym lukrem. Natomiast na drugi dzień babka smakowała pysznie, naprawdę pysznie! Leciutka, mięciutka, mleczno cytrynowa.....jeszcze nie raz wrócę do tego przepisu.
Tym razem piekłam wcześniej, wyjątkowo wcześnie. Po prostu wstałam dzisiaj o 5 nad ranem i zachciało mi się domowego świeżego pieczywa. Wyjęłam drożdże z lodówki, poczekałam, aż się ogrzeją i przystapiłam do dzieła :D. a tu niespodzianka, nie wiem czy coś mi się pomyliło i zrobiłam jakis błąd, ale wyszło mi strasznie rzadkie ciasto, choćbym nie wiem co, za żadne skarby by tego nie zagniótł:-)
Czy jedliście zupę cebulową? Ja tak i muszę przyznać, że bardzo ją lubię, ba, cała moja rodzina ją lubi. Ale ta jest inna, zupełnie inna. Nie chodzi o to, że zrobiona z czerwonej, a nie z białej cebuli. Nie, ta jest po prostu niesamowicie aromatyczna. Jeśli ktos lubi korzenne smaki i posmak octu balsamicznego, polecam! Jeśli nie, radzę nie próbować:-) No cóż, w moim domu tylko ja się nią od czasu do czasu zajadam:))
Całkiem niedawno Adrijah podała na swoim blogu przepis, który dostała od Margot. Przepis na buraczki na ciepło. Ale nie na takie tradycyjne , z zasmażką, a za to z cebulka, imbirem i papryką konserwową. Szczególnie zainteresował mnie ten dodatek papryki, dodam , że nawet obawiałam się tego połączenia.
Dwa dni temu szukałam jakichś fajnych przepisów na ciasto i ....znalazlam. Grzesiek to kruche ciasta z jabłkami, karmelem, chupiącymi wafelkami i warstwa bitej śmietany.
Francuski chleb wiejski na zakwasie i chleb z cebulą na bialym winie. Uwielbiam cebulę i dodaję ją do czego tylko się da, więc bardzo ucieszła mnie propozycja Ptasi. Jak zwykle zrobiłam podwójną porcję ;-) I jak zwykle nie moglam się opanować i spróbowałam jeszcze ciepłego chleba.
Pamiętam dzień, w którym pierwszy raz spróbowałam tofu-oooo matko! To było straszne, naprawdę szczerze współczułam wegetarianom, nie miąłam zielonego pojęcia, jak mozna coś takiego zjeść. Jednak całkiem niedawno odkryłam na blogu Zaciszna knajpka przepis na kokardki z tofu, autorka przepisu, zaleca pokropienie sera sosem sojowym i pozostawienie go na pół godziny.
Jedna z propozycji Małgosi, gospodyni tej edycji. Zdecydowałam się na upieczenie podwójnej porcji tych bułeczek i nie żałuję. Wyszly pyszne. mięciutkie, lekko słodkie.
Uwielbiam masło orzechowe, mogłabym codziennie wyjadać cała zawartość słoiczka, więc gdy tylko zobaczyłam przepis na blogu Ptasi, postanowilam go wypróbować. Smakuję, jak kupne, tyle, że z pewnością jest o wiele zdrowsze. Polecam gorąco!
Tym razem ja także postanowiłam dołączyć do wspólnego pieczenia słodkości i przygotowalam deser na który przepis podała Iv. Wyszedł wspaniały! Iwonko, bardzo dziękuję za świetny przepis, będę często do niego wracać.
W życiu bym sobie nie pomyślała, że pieczenie biszkopcików, to taka prosta sprawa. wieki nie jadłam takich pysznych biszkoptów. Za czasów mojego dzieciństwa można było kupić niezwykle smaczne biszkopty, teraz prawdopodobieństwo kupienia takich kruchych świeżych graniczy z cudem.
Pyszne! Cukier trzcinowy nadaję im karmelowy posmak, a chrupiące orzeszki laskowe, sprawiają, że sięgasz po jeszcze jedną i jeszcze jedną.......Przepis znalazłam na blogu Abbry. Gorąco polecam!
W moim domu danie to nazywało się porką, wiem jednak, że wiele osób uzywa nazwy psiocha, takie też określenie znajdziemy w wikipedii. Inne określenia to prażucha ziemniaczana, fuszer, fusier, kulasza, lemieszka ziemniaczana. W każdym razie jakkkolwiek by nie nazwać tego banalnego dania, warto napisać, że smakuje świetnie.