W ramach akcji Gotujemy po polsku!, której patronem jest serwis zPierwszegoTłoczenia.pl przygotowałam barszcz z wysepką jaki gotowała mi kiedyś moja Babcia. W tym przepisie moja szybka wersja na przypomnienie obiadków u Babci :-)
Na początku próbowałam lepić bułeczki, ale ciasto rozlewało się natychmiast po włożeniu do tortownicy - stwierdziłam, że nie ma sensu tak się bawić i po prostu wyłożyłam część ciasta do blachy, na nie miejscami nałożyłam powidła i przykryłam resztą ciasta. Kiedy wyrosło, wstawiłam do piekarnika i niecierpliwie czekałam, żeby zobaczyć czy to "coś" będzie w ogóle jadalne ;)
Drożdżówki bardzo nam smakowały i chętnie zrobię je ponownie. Są pachnące, miękkie, a najlepsze jeszcze ciepłe, kiedy tak parzą w dłonie i język, ja takie lubię ;) Myślę, że można pokusić się również o inne nadzienie, ale te z serem są takie właśnie jakie lubię i są takie nasze, domowe, polskie :)
Ciasto jest bardzo smaczne - delikatne i puszyste jak biszkopt, a jednocześnie lekko wilgotne, z wyczuwalną miodową nutką, uzupełnioną przez aromat skórki cytrynowej. W sam raz na ponure, listopadowe dni - po jego zjedzeniu od razu poprawia się humor :)
Idealne, gdy mamy ochotę na coś słodkiego do popołudniowej herbatki. Ponoć najłatwiejsze ciasto w świecie (jeśli wierzyć starej piosence) i szybkie w wykonaniu (jeśli pominiemy drylowanie śliwek). Mojemu mężowi smakowało tak bardzo, że ledwo udało mi się uchować tych kilka marnych kawałków do zdjęcia.
Zupę z dyni jadłam wcześniej tylko jeden raz, kilka lat temu w Holandii. Pamiętam, że bardzo mi wtedy smakowała i nie chciałam wierzyć, że zrobiono ją z dyni. Miałam tylko 19 lat i absolutnie nie intersowało mnie wtedy nic, co związane było z kuchnią.
Kolejny amerykański ciastochleb. Gdyby był bardziej słodki to już zdecydowanie nazwałabym go ciastem ;-) W środku wilgotny , z widocznymi mokrymi łatkami (to nie zakalec , tak ma być) , lekko orzechowy , o specyficznym posmaku (dodatek gałki muszkatołowej) .
Robiłam już pumpkin pie i zupę dyniową. Ale najbardziej zasmakowała mi dynia w wersji, którą dzisiaj prezentuję. Z okazji tegorocznego Festiwalu Dyni zorganizowanego przez Beę postanowiłam wtrącić też moje trzy grosze i podzielić się z Wami tym przepisem. Dynię przygotowaną w ten sposób można traktować jako lekki lunch, kolację lub podać jako dodatek do obiadu. Dobrze smakuje i na ciepło i na zimno. Zapraszam!
Dzisiaj miałam dzień pierogowy. Ponieważ lubię przedsięwzięcia na dużą skalę, zrobiłam prawie 200 pierogów - ruskich z miętą, z kapustą i grzybami, z mięsem, a także wypróbowałam nowy farsz - z kaszy gryczanej. W książkach kucharskich znalazłam dwa połączenia wykorzystujące kaszę - jedno z twarogiem, a drugie z grzybami, i zdecydowałam się na ten drugi wariant.
Na ten przepis natknęłam się już dawno temu i spodobał mi się , tyle tylko , że u nas właściwie nie pija się Coca-Coli i nie było okazji , żeby go wypróbować. Aż do tej pory. Ostatnio m-żonek kupił butelkę tego właśnie napoju , ale uznał , że mu nie smakuje. Wtedy to przypomniałam sobie o cieście z bloga Agaty.
W oryginalnej wersji, zupa zawierała jeszcze makaron i śmietanę kremówkę. Makaron pominęłam, bo nie lubię połączenia makaronu z ziemniakami, a kremówkę zastąpiłam serkiem topionym.
To jest ciasto wyśmienite, nasze ulubione i jedno z tych najbardziej uzależniających. Robi się go ekspresowo, można na chwilę zniknąć przy gościach, a potem zjawia się ni stąd ni zowąd na stole - ciasto ciepłe, z lekka owocowe, maślane, udekorowane waniliowymi lodami.
Przepis znalazłam dawno temu w "Kuchni Czarnej Oliwki" , tyle , że w oryginale ciasto składało się z kruchych placków, które jak dla mnie wyszły zbyt kruche i za cienkie , dlatego za drugim razem zmieniłam je na biszkopt. I w takiej właśnie wersji ciasto bardziej mi smakuje , więc i Wam tak podaję. A poza tym to duże ułatwienie , że nie potrzeba piec oddzielnych placków , no i bez biszkoptu nie byłaby to "delicja" ;-)