Zaintrygował mnie ten przepis i musiałam go wypróbować.Babeczki wyszły bardzo lekkie i wilgotne, mocno czekoladowe.Cukinia i marchewka nie są wyczuwalne.
Po buleczkach dzis juz sladu nie ma. Nie dziwi mnie to wcale, bo byly bardzo smaczne.W taki pochmurny dzien jak miniony piatek smakowaly wybornie. Od rana deszcz lal sie z nieba strumieniami. Viki zadowolona, bo do przedszkola poszla w kaloszach. Ja juz mniej, bo mialam nadzieje, na piekny, sloneczny dzien, a slonce jakos nie mialo sily przebic sie przez ta gruba warstwe chmur.
Cebulę obrać, pokroić w drobną kostkę, przesmażyć na rozgrzanym maśle. Dodać podzielone na różyczki brokuły i dusić na małym ogniu przez około 10 minut. Następnie podlać wywarem i gotować. Gdy brokuły będą miekkie, za pomocą łyżki cedzakowej wyjąć brokuły i zmiksować w malakserze. Odłożyć kilka do dekoracji.
Zalać kilogram pociętych orzechów (jeszcze zielonych - takich, które jeszcze da się pokroić) jednym litrem spirytusu. Do tego dorzucić pokrojoną połówkę cytryny, korę cynamonu i goździki. Teraz przez 40 dni całość ma zażywać za dnia światła słonecznego, codziennie będąc wstrząsaną.
To idealna propozycja dla wielbicieli czekolady - mocno kakaowe ciasto z kawałeczkami czekolady i chrupiących orzechów, lekko wilgotne dzięki cukinii ( która wcale nie jest wyczuwalna w cieście ) . Uwaga: bardzo szybko znika ! ;-)
Masło stop w rondelku i odstaw, żeby ostygło. Jajka utrzyj z cukrem, dodaj mąkę z proszkiem i nadal ucieraj. Na końcu powoli wlej ostudzone masło, dodaj sok i skórkę z cytryny. Piecz babkę około 45 minut w 180 stopniach. Gotową polukruj lub polej czekoladą.
Lato się kończy... smutne to, ale niestety prawdziwe. W powietrzu czuć już zbliżającą się dużymi krokami jesień..Zwłaszcza w takie dni jak dziś: pochmurne, deszczowe, smutne. To co fajne, zawsze zbyt szybko się kończy, nieprawdaż? Ja na swoim dysku znalazłam dziś kilka fotek, które miałam podczas tegorocznego lata dodać, ale jakoś zawsze coś mi wypadało i spychało je na wieczne "później".
Cebulę przysmażyć na oliwie, pod koniec dodać curry i smażyć jeszcze 30 sekund. Wymieszać cebulę, posiekany miąższ cukinii, pomidor, śmietanę i fetę, dosypać tymianek, posolić do smaku.
Pierwszy tydzień w szkole i w przedszkolu dobiega końca... dzieciaki jak na razie bardzo zadowolone, a ja powoli przyzwyczajam się do wolności. Najbardziej zdumiewa mnie ta cisza w domu, ale już jutro sobota, więc znowu dom napełni się gwarem, a także bałaganem (niestety...).
Kurczak ma tę zaletę, że szybko się go przygotowuje ( przy braku czasu to istotny szczegół ) , chociaż zbyt często jedzony może się znudzić. Czasem , żeby jednak tak nudno nie było robię eksperymenty - tym razem zrobiłam faszerowane kieszonki z piersi kurczaka [akurat w lodówce miałam kilka pieczarek, więc pomysł na nadzienie sam się znalazł ;) ]
Przepis na tego kurczaka trzymałam u siebie od dawna, ale jakoś nigdy nie mogłam się za niego zabrać. Aż do wczoraj. Feta leżała w lodówce, inne składniki też były, wiec długo się nie namyślając przygotowałam go na obiad. I cieszę się bardzo, że się skusiłam, bo jest naprawdę pyszny.
Cebulę obrać, drobno poszatkować, przesmażyć na oleju. Pomidora obrać ze skóry, wydrążyć z miąższu, pokroić w drobną kostkę. Wrzucić do cebulki razem z pokrojoną cukinią (gruba kostka) i pokrojoną w paski papryką. Kalafiora podzielić na różyczki dodać do reszty składników.
Mieszamy składniki nadzienia (bez currants czy rodzynek) aż do uzyskania miękkiej masy. Zostawiamy ją w temperaturze pokojowej na czas wyrabiania ciasta.W dużej misce mieszamy mąki i sól. W drugim naczyniu mieszamy mleko, wodę, jajka, golden syrup (miód) i świeże drożdże.
Zamiast dżemów, przerzuciłam się ostatnio na galaretki, tak dla odmiany. Najlepsze galaretki wychodzą moim zdaniem z porzeczek, zwłaszcza że zawierają one dużo pektyny i praktycznie same zastygają. Do innych owoców trzeba już jednak pektynę dodać.