Przyznam, że z tym ciastem jest trochę zabawy... Na jedną struclę potrzeba aż pięć małych "makowców", czyli cała robota z faszerowaniem i zwijaniem razy pięć. Jednak kiedy już się z tym uporałam, upiekłam, wystudziłam i przekroiłam, to zrobiłam "łał" :) Cóż za urodziwa strucla! Boski wypiek (mniej) boskiej kucharki ;)