Włoski tydzień #6: Tiramisu

Włoski tydzień #6: Tiramisu
Zdjęcie - Włoski tydzień #6: Tiramisu - Przepisy kulinarne ze zdjęciami






























Biszkopty nasączone w mocno zaparzonej kawie, migdałowy likier Amaretto, kremowa masa z sera mascarpone, całość oprószona kakao. Tego kuszącego deseru chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Trafiła mi się słodka sobota w trakcie włoskiego tygodnia. W głowie pojawiło się kilka pomysłów na desery inspirowane słoneczną Italią. Szybko jednak zrozumiałam, że w tym przypadku nie ma co kombinować. Nie ma bowiem bardziej adekwatnego deseru na tę okazję. Wybór padł na Tiramisu!
Należę do mniejszości, bo nie jestem wielką fanką tego deseru, na pewno wcześniej nie byłam. Co ciekawe, raczej mało jest takich osób. Akurat tak się złożyło, że Śliwka również za nim nie przepada. Jakiś czas temu zakodowałam sobie, że go nie lubię i grymasiłam na jego widok. Na świecie istnieje tak wiele fantastycznych deserów, drugie tyle można jeszcze odkryć, że musiałam sobie wybrać kilka takich, do których czuję niechęć.
Przez to nie miałam w ustach tiramisu już od dawna. Dlatego właśnie dziś postanowiłam dać mu kolejną szansę. Wkońcu nie pojawi się już lepsza okazja od włoskiej słodkiej soboty :) Wszystko zaplanowałam sobie idealnie. Wstanę w sobotę rano, będę wyspana, rześka i pełna energii. W pełnym relaksie upiekę rumiane biszkopty Ladyfingers. Następnie zjem śniadanie, nasączę biszkopty w kawie(resztę zaparzonej porcji wypiję) i przełożę je kremem z serka mascarpone. Rzeczywiście tak zrobiłam, ale w zupełnie innych warunkach.
W nocy zjawili się u mnie niezapowiedziani goście, potrzebowali noclegu. Dostali wszystko czego potrzebowali, mimo późnej godziny. Niestety nie spodobało się to mojemu drażliwemu sąsiadowi, który postanowił w ramach kary urządzić nam o świcie musztrę wydzwaniając domofonem. Trudno w takiej sytuacji zacząć w pełnym relaksie sobotni poranek. Gdy w końcu weszłam do kuchni, miał miejsce nieszczęśliwy wypadek ze zmywarką, który jeszcze mniej korzystniej wpłynął na stan mojego weekendowego odprężenia i opóźnił czas pieczenia. W końcu jednak mogłam w spokoju zabrać się za biszkopty, szkoda tylko, że popsuła mi się w tym czasie szpryca, przez co moje ladyfingers wyszły odrobinę koślawe. Ucieszył mnie za to ich smak, bo samymi biszkoptami mogłabym już świętować słodką sobotę. Następnie według planu, w końcu zrobiłam tiramisu. Schłodzony deser fotografowałam w towarzystwie ostatnich tego dnia promyków słońca.
Wtedy też przyszedł czas na degustację. Okazało się, że jednak lubię tiramisu, a od smaku puszystego kremu i kawowych biszkoptów, moje podniebienie przenosi się do raju. Zastanawiam się dlaczego wcześniej uważałam, że nie lubię tiramisu. Doszłam do wniosku, że kiedy jadłam go ostatnio, nie lubiłam jeszcze kawy :) Ps. Przepisów na tiramisu, tyle ile jego miłośników. Ja zrobiłam je tak:
Tiramisu / 2-3 porcje
  • 250 g mascarpone
  • jajko
  • 150 ml mocnej kawy (u mnie mielona, świeżo zaparzona w kawiarce)
  • 80 g cukru pudru
  • 1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii (można pominąć)
  • 3 łyżki likieru Amaretto
  • kilkanaście podłużnych biszkoptów Ladyfingers/kocie języczki
  • kakao/kawa do posypania wierzchu
  1. Żółtko ucieramy z przesianym cukrem pudrem i ekstraktem na puszystą masę. Stopniowo dodajemy mascarpone i dalej miksujemy masę. Następnie dodajemy likier i jeszcze chwilę ucieramy.
  2. Białko ubijamy na pianę. Do masy z mascarpone dodajemy łyżkę ubitych białek i delikatnie mieszamy szpatułką. Dodajemy resztę białka i jeszcze raz ostrożnie łączymy składniki.
  3. Zaparzoną kawę wlewamy do głębokiego talerza lub miseczki. Ostrożnie zamaczamy w kawie biszkopty i układamy je płasko na dnie naczynia, w którym podamy deser. Jeśli biszkopty się łamią i robią się zbyt miękkie, można je ułożyć w pucharku, a następnie polać kawą. Dodatkowo naczynie można obłożyć na około biszkoptami, namoczonymi w kawie tylko od strony wewnętrznej (widoczne na zdjęciu).
  4. Na warstwę z biszkoptami wykładamy krem. Przykrywamy go kolejną warstwą biszkoptów namoczonych w kawie.
  5. Na biszkopty przekładamy kolejną warstwę kremu. Wierzch deseru oprószamy przesianym przez sitko kakao (lub kawą).
  6. Deser stawiamy do lodówki na minimum godzinę, a najlepiej na kilka. Podajemy schłodzone.
Biszkopty Ladyfingers/ok. 20-25 sztuk

  • 3 jajka
  • 40 g cukru
  • 40 g cukru pudru + kilka łyżek
  • 30 g mąki ziemniaczenj
  • 50 g mąki pszennej
  • 1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii lub 1/2 łyżeczki cukru z prawdziwą wanilią
  • łyżeczka soku z cytryny
  1. Białka ubijamy na sztywną pianę. W trakcie miksowania białek, dodajemy stopniowo cukier, tak jak podczas przygotowywania bezy. Po koniec ubijania dodajemy łyżeczkę soku z cytryny.
  2. Do ubitych białek dodajemy przesianą mąkę ziemniaczaną i jeszcze chwilę miksujemy.
  3. W osobnej misce ucieramy żółtka z cukrem pudrem i ekstraktem waniliowym na puszystą masę.
  4. Do białek dodajemy łyżkę masy z żółtek i delikatnie mieszamy szpatułką. Następnie stopniowo mieszamy ze sobą resztę masy.
  5. Na koniec do masy jajecznej dodajemy przesianą mąkę, ostrożnie mieszamy. Przekładamy ją do szprycy.
  6. 2 blaszki wykładamy papierem do pieczenia lub matą silikonową. Wyciskamy podłużne biszkopty za pomocą szprycy, pozostawiając między nimi odległości. Przyszłe biszkopty oprószamy cukrem pudrem i zostawiamy na 5 minut. W tym czasie rozgrzewamy piekarnik do 180.
  7. Ladyfingers ponownie oprószamy cukrem pudrem i wkładamy do piekarnika (najlepiej 2 blaszki na raz). Biszkopty pieczemy przez 10-12 minut, aż lekko się zarumienią.
  8. Wyciągamy je z piekarnika i zostawiamy do ostudzenia na blaszce.
Tosia

Kategorie przepisów