Gorąca czekolada i Pączusia - pływak wyborowy

W zeszłym tygodniu, gdy pogoda nie przerażała, a termometr nonszalancko wskazywał kilka stopni powyżej zera, wybraliśmy się z psami na spacer. I to nie byle jaki, bo przez park przeszliśmy do lasu, a później wybraliśmy dłuższą ścieżkę, wokół jeziorka. Latem jest to bardzo przyjemna trasa; tego dnia sprawę nieco utrudniało paskudne błocko. Ale i Pączusia, i Ptysia, merdały ogonami z takim zapałem, że doszliśmy do wniosku, że warto poświęcić te kilka dodatkowych minut na wycieranie łapek i czyszczenie butów po powrocie do domu. My szliśmy spokojnie, rozmawiając o wszystkim i o niczym - idealnie niezobowiązujący temat na leniwy spacer, a Pączusia szalała dziko, jak to ma w zwyczaju. Gdy weszliśmy na groblę, gdzie po jednej stronie z zawrotną teraz szybkością przelewa się woda niewielkiego potoku, a z drugiej wiatr szumi w nadjeziornych szuwarach, zwróciłam uwagę C. na to, że może powinniśmy nieco bardziej uważać na Pączusię, bo jeszcze chwila, a wyląduje w wodzie. C. spojrzał na mnie z pewnym swego. typowym uśmiechem samca i stwierdził: Przecież nic jej... - Plusk! - nie będzie... Po chwili z szuwarów wyskoczyłam Pączusia - morka od stóp do głów, z kompletnie ogłupiałą miną.
Do domu na szczęście było już blisko, psia sierść wysycha szybko, a słońce akurat łaskawie wyjrzało zza chmur. Zasadniczy problem polega jednak na tym, że po pierwszym przestrachu, Pączusia zimowe kąpiele uznała chyba za doskonałą zabawę, po teraz ciągle musimy mieć ją na oku, inaczej podchodzi niebezpiecznie blisko brzegu... Ach, z psami!
Tymczasem pogoda ciągle nie może się zdecydować, czy jeszcze chce sypać śniegiem, czy już pozwolić na nieśmiałe rozwijanie pączków. I kiedy jest głównie szaro i błotniście, polecam Waszej uwadze tę gorącą czekoladę. Przepis znalazłam u Sosny; on ratował się nią w październiku, ja stwierdziłam, że na taki podły styczeń również nada się w sam raz. Przepis nieco zmieniłam - moja czekolada nie jest aż tak gęsta (ale moim zdaniem wystarczająco), dałam też mniej masła orzechowego, a i tak jego smak jest doskonale wyczuwalny na tle delikatnego karmelu. Moim zdaniem wyszła obłędna - nie da jej się wypić zbyt dużo, ale już taka niewielka porcja znakomicie poprawia humor. No i zdecydowanie zniechęca do sięgnięcia po deser, będzie więc idealna na noworoczne diety!
Gorąca czekolada karmelowo-orzechowa
Zdjęcie - Gorąca czekolada i Pączusia - pływak wyborowy - Przepisy kulinarne ze zdjęciami
Składniki: (na 1 porcję)

  • 150 ml mleka
  • 1/4 łyżeczki cynamonu
  • 90 g karmelowej czekolady
  • 1 łyżka masła orzechowego


dodatkowo:

  • 50 ml śmietany kremówki (38%)
  • odrobina cynamonu


Mleko z cynamonem zagotować. Zdjąć garnuszek z palnika, dodać drobno posiekaną czekoladę i masło orzechowe, wymieszać do rozpuszczenia. Przelać do szklanki. Kremówkę ubić, wyłożyć na wierzch, oprószyć cynamonem.
Smacznego!
Zdjęcie - Gorąca czekolada i Pączusia - pływak wyborowy - Przepisy kulinarne ze zdjęciami
Ja użyłam gotowej czekolady karmelowej od Wedla - uwielbiam ją! A właśnie wypiłam ostatnią tabliczkę... Jak żyć...?

Kategorie przepisów

Podobne przepisy