Kilka słów o...
Nie wiem od czego zacząć...
Nie wiem czy w ogóle chcę zaczynać...
Czy tak nie jest lepiej, prościej, wygodniej...
Chyba jednak nie chcę, a jednak to robię...
Jak zawsze wbrew sobie, jak zawsze dla innych...
Zamknęłam bloga, bo straciłam dla niego serce, bo nie widziałam w nim nic ciekawego. Mało profesjonalne zdjęcia, ba, więcej, zupełnie nieprofesjonalne, proste i często dziwne dania, na które nie jeden by się nie odważył, nic mądrego nie wnoszące...Ot blog, taki sobie, nie potrzebny nikomu, a tylko zabierający czas mi i komentującym...
A czemu straciłam serce dla tego bloga? Bo kojarzy mi się z czymś bardzo niemiłym i już.
Jednak go otworzyłam, po wielu rozmowach, przekonywaniu mnie, po moich przemyśleniach...Dałam mu jeszcze jedną szansę, czy ją przetrwa nie wiem.
Nie piszę tego oczekując zapewnień, ze mój blog jest świetny i bla bla bla. Nie. Piszę to tylko dla jasności, by nikt nie pomyślał, ze nie miał wstępu na bloga, bo ja nie chciałam go na nim, nie dałam hasła itd.
Zresztą nie ważne... bo co w sumie w życiu jest tak naprawdę ważne? Bycie najlepszym we wszystkim, najbardziej lubianym i naj naj? Czy może po prostu robienie tego co sprawia nam przyjemność i robienie tego bez ciągłej presji, że musi być naj....
Ten ostatni akapit nie jest bezpośrednio związany z zamknięciem(nie dotyczy mnie, ja na blogu nie dążę do doskonałości, bo wiem ze daleko mi do niej) i ponownym otwarciem tego bloga, kieruję go do pewnej osoby*, która musi to w końcu zrozumieć, której życzę zrozumienia tego :) A piszę to, bo akurat mi przyszło na myśl ;)
* pogrubiłam, bo myśleliście że to ja chcę być doskonała, chcę to fakt, ale nie tu, tu rywalizacja jest wręcz niepożądana, gdybym ją odczuwała w sobie to w ogóle skasowałabym tego bloga, nie o to w tym wszystkim chodzi :)
A jak już tak osobowo się zrobiło. To w ramach udowodnienia pewnej damie, że jest wyjątkowa, że świetnie gotuje, a jej potrawy i ich przedstawienie na zdjęciach i opis na blog tak kuszą i inspirują zapraszam na Quinoa z fetą i dynią inspirowane Polkowym przepisem :)
Inspirowane, bo ja zawsze modyfikuje, już z zasady ;) no i często z braku składników ;) Ale jak wpadnę do Polki w odwiedziny to zaklepuje sobie wypróbowanie oryginału ;)
Pieczone dynia z quinoa i fetą
1 porcja
kawałek pieczonej dyni (miałam mrożoną, dałam kilka kostek)
50 g quinoa
1 pomidor
garść zielonego groszku, miałam mrożony
kilka orzechów nerkowca
30 g sera feta
łyżeczka posiekanej/suszonej mięty
odrobina soli, pieprzu i granulowanego czosnku
kapka oliwy
W garnuszku zagotowujemy wodę (objętościowo dwa razy więcej niż quinoa), wrzucamy quinoa i gotujemy przez ok. 10-15 min, po czym zdejmujemy z ognia i zostawiamy pod przykrywką do momentu wchłonięcia wody przez „kaszę”.
Dynię pieczemy lub, tak jak w moim przypadku, wrzucamy do miseczki wraz z groszkiem i zalewamy gorącą wodą, po czym po kilku minutach odcedzamy i osuszamy – w celu rozmrożenia.
Fetę kroimy w kostkę, mieszamy z quinoa i warzywami. Doprawiamy solą, pieprzem, czosnkiem i miętą. Mieszamy, skrapiamy odrobiną oliwy i posypujemy orzechami.




przepisy



