Herbata angielska...
Ostatnio mój nauczyciel od angielskiego organizował przyjecie weselne w hotelu Westin w Warszawie. Z niejakim zdziwieniem wspominał, że pod nazwą herbata angielska, hotel ów, a jest to jeden z lepszych hoteli w mieście, serwuje herbatę torebkowaną z cytryną. O mleku nikt nie słyszał. Na szczęście na specjalne życzenie Pana Młodego podano w końcu mleko i jakoś udało się uratować śniadanie angielskich weselników i reputację hotelu.
Niemniej od słowa do słowa zaczęliśmy rozmawiać o herbacie. Okazuje się, że nie tylko polskie hotele i restauracje mają problem z herbatą. Problem dotyczy już samej europejsiej stolicy herbaty. Ponoć w Angli nikt nie pamięta już o takiej herbacie, albo jeśli nawet pamieta to jes to bardzo wąska grupa osób:

Herbata jak wyżej konsekwentnie przegrywa z czymś takim:

U nas też chyba umiłowanie do torebek jest ogromne. Kiedy człowiek robiąc zwyczajne zakupy w sklepie osiedlowym, super lub hipermarkecie chce kupić herbatę luzem (a juz nie daj boże herbatę owocową) to spotka go rozczarowanie. Herbaty sypkiej jest jak na lekarstwo, za to dookoła otaczają człowieka całe klany herbaciancyh szczurów (tak, bo właśnie tak to wygląda na dnie kubka, jak mokry szczur)
Ja nie rozumiem umiłowania dla herbaty w torebkach ani trochę. Jest to nieekologiczne, nieestetyczne i co najważaniejsze niesmaczne. Ale boję się, że niedługo już nie będzie można kupić zwykłej herbaty w zwykłym sklepie, tylko będzie trzeba jeździć po całym mieście szukać specjalistycznego sklepu z herbatami w specjalnych cenach.



przepisy
