Zima, koty i domowa piekarnia
Padajacy non stop przez dobe snieg spowodowal calkowity paraliz - ulice mojej i okolicznych wiosek, normalnie tetniace zyciem, byly wczoraj calkowicie puste, zamknieto sklepy, lokalna poczte i szkoly. Zamknieto odcinki drog, zamarla tez komunikacja miejska. Ci, ktorzy musieli stawic sie w pracy, zdecydowali przebyc droge na piechote, zastawiajac za soba samochody przykryte gruba sniegowa czapa. Przestalo padac krotko przed siodma wieczorem i wiedzialam , ze zostalismy odcieci od swiata.Dzis rano dopiero moglam w pelni ocenic skale odciecia. Do najblizszej glownej drogi, w normalnych warunkach mamy 10 minut zwyklym krokiem, mojemu mezowi dojscie zajelo pol godziny. Autobus do miasta zostal odwolany i nie pozostalo mu nic innego jak wrocic do domu.
Z jego powrotu ucieszyl sie pies, zaraz poszli szalec w sniegu. Pozniej dolaczyly do nich dzieci, ktore z racji zamknietych szkol, maja przedluzone swiateczne wakacje. Nawet nasza koteczka Fifi , jak sie okazalo, lubi snieg i od rana susami przemierza ogrodek, ostroznie ladujac za kazdym razem w uprzednio zrobionej dziurce...

Ja zabralam sie za odsniezanie drozki do domu. Po pol godzinie mialam juz dosc i wrocilam do kuchni zeby nieco odtajac. Upieklam przy okazji tuzin chrupiacych buleczek, ktore cudem udalo mi sie sfotografowac, bo chwilke po tym gdy wyjelam je z pieca wrocila wyglodniala "czworka" i buleczki zniknely...
Przepis wyszperalam na blogu Petry z Chilli und Ciabatta. Odrobine zmienilam sposob przygotowania, dodajac do ciasta ciemnego slodu i wkladajac je na 12 godzin do lodowki. Buleczki sa wysmienite, goraco polecam :D

1kg bialej pszennej maki chlebowej
600g letniej wody
20g swiezych drozdzy
1 lyzka ciemnego slodu jeczmiennego w proszku (w kolorze jasnego kakao)
150g zaczynu zakwasowego bialego pszennego 100% hydracji
4 lyzeczki soli
Do miski wsypalam cala make i slod, dobrze zamieszalam i zrobilam wglebienie, do ktrego wlalam troche wody, wkruszylam drozdze, wmieszalam odrobine maki. Miske przykrylam sciereczka i zostawilam ja w cieplym miejscu na 15 minut. Gdy drozdze sie ukatywnily, dolalam reszte wody, zaczyn i dokladnie wymieszalam. Wyjelam ciasto na stol i wyrabialam je przez 5 minut, nastepnie dodalam sol i zagniatalam jeszcze przez 5-7 minut, az ciasto stalo sie gladkie, elastyczne i miekkie. Miske wysmarowalam olejem i umiescilam w niej kule ciasta. Zoatawilam szczelnie przykryte folia na 1 1/2 godziny. Po tym czasie ciasto odgazowalam i podzielilam na dwie czesci. Jedna czesc zapakowalam z powrotem do miski i wsunelam do lodowki. Zostawilam na 12 godzin, odgazowujac raz.
Z drugiej czesci zrobilam 12 buleczek. Ulozylam je na naoliwonej blasze i zostawilam do wyrosniecia na 1 godzine. Pieklam z para w piecu rozgrzanym do 250C przez 10 minut, 10 minut w 230. Dopieklalam w 210c przez 5 minut.
Podobnie postapilam z czescia ciasta dojrzewajaca w chlodzie. Przed podzieleniem na czesci, ciasto zostawilam na godzine na kuchnenym stole.
Buleczki maja bardzo, bardzo chrupiaca skorke, na powierzchni ktorej pojawiaja sie juz w piecu dziesiatki malych babelkow (widac je na zdjeciu), wnetrze ma kolor slodowy i jest niezwykle mieciutkie i pachnace.




przepisy


