Zielone curry z kurczaka

Polowanie na pastę curry zajęło mi troszkę czasu. Co dziwne dawniej często widywałam ją na półkach, kiedy jednak była mi potrzebna zapadła się pod ziemię. W końcu zdobyłam upragniony słoiczek i zabrałam się za poszukiwanie przepisu. Padło na tajskie zielone curry z kurczaka. Przepis zmodyfikowałam pozbawiając go tajskiego bakłażana i liścia cytrynowego, do których nie mam dostępu. Dla wielbicieli mleczka kokosowego i azjatyckich smaków. Przepis dodaję do akcji Ireny i Andrzeja - Z widelcem po Azji.

Składniki (na 2 porcje):
[przepis z moimi zmianami pochodzi z książki Podróże kulinarne. Kuchnia tajska]
- 2 filety z kurczaka (każdy po 200 g) pokrojone w grubszą kostkę
- puszka mleczka kokosowego (400 ml)
- 2-3 łyżki zielonej pasty curry
- 1 papryczka chilli pozbawiona pestek i posiekana (w oryginale zielona, u mnie czerwona)
- 1 ząbek czosnku drobno posiekany
- 3 szalotki posiekane
- 1 łyżeczka cukru palmowego (dałam biały)
- 1 łyżeczka sosu rybnego
- łyżka soku z limonki
- łyżka świeżych liści kolendry
- łyżka oleju arachidowego
Na drugiej patelni rozgrzewamy olej arachidowy, smażymy kurczaka aż się zrumieni (ma być usmażony). Odkładamy na bok i osączamy z nadmiaru tłuszczu papierowym ręcznikiem. Kurczaka dodajemy do curry wraz z sosem rybnym, sokiem z limonki, 2 posiekanymi szalotkami i cukrem. Podgrzewamy na wolnym ogniu bez przykrycia około 10 minut. Posypujemy posiekaną cebulką i kolendrą.
To curry robiłam dwukrotnie. Pierwszy raz zgodnie z przepisem. Drugi raz z kolei w wersji z mniejszą ilością brudnych naczyń. Kurczaka wrzuciłam na olej, przesmażyłam, dodałam szalotki i pastę wymieszaną z mleczkiem. Następnie dodałam resztę składników i gotowałam około 10 minut. W. stwierdził, że danie zrobione metodą pierwszą i drugą inaczej smakuje. Myślę jednak, że warto ubrudzić kolejną patelnię i wykonać danie zgodnie z oryginalnym przepisem.





przepisy





