Wzywam do nalewek wstawiania :-)
Ja w tym roku nalewek nie robię, bo nie!
Tym bardziej, że siostra doniosła, że zrobi. I moje lenistwo wygrywa, ogólnie logistyka kuchenna mnie ostatnio przeraża. Przez te wszystkie ograniczenia kulinarne, zakazy, nakazy... To jeść, tamtego nie. Z tego zrezygnować, ale uważać, zeby zastąpic czymś innym....brrrrrr....Tu sie moze niedobór pojawić widaminy K a tam znów witaminy PP a tam znów osteoporoza...brrr...brrrr ...Najlepiej to nic nie jeść nie będzie problemu....Ale wracając do tematu.
Jak zamknąć malin smak i przechować do zimy?
NALEWKA MALINOWA (zawsze robiłam z podwójnej porcji - to podpowiedź dla siostry:-)
1 kg malin
1 litr spirytusu
Maliny zalać spirytusem i zostawić w spokoju w ciepłe miejsce (czyli pokój). Warto maliny przed zalaniem wstawić do zamrażalnika. Nie chodzi o to żeby je zamrozić na kość, ale żeby zrobiły się lodowate. Jak ścianki komórkowe lekko przemarzną, to są osłabione i potem pod wpływem spirytusu chętniej puszczają aromatyczny sok - a na tym nam zależy :-)Czyli zalewamy i odstawiamy.
po miesiącu jak przypomni nam się, że maliny czekają, to trzeba sporządzić syrop cukrowy:
0,25 dag cukru
0,5 l wody
Dolać do nalewu. I zostawić w spokoju.
po tygodniu - najbardziej pracochłonna część - trzeba oddzielić maliny od nalewu i przelać do butelek. Najlepiej odsedzać na ściereczce i wycisnąć z malin jak najwięcej. Szczelnie zakryć, żeby procenty nam się nie ulatniały.
Zalecają pić łyżkę stołową kilka razy dziennie :-)

Tak to sobie właśnie niewinnie stoi i czeka

A wcześniej na krzaku, nawet nie marzyła, że przetrwa do zimy :-)




przepisy

