WP #49 i Pani Dynia


Kolejny raz koło nosa przeszła mi iście jesienna zabawa, której (jesli dobrze kojarzę) założycielką była Bernadetta. Mnie wśród Was jeszcze nie było, a jak dołączyłam do blogowej społeczności opiekunką dyniowej zabawy była Bea i tak jest do dzisiaj :)
Kolejny rok dokładnie z tych samych przyczyn nie udało mi się do niej dołączyć. Wylot do Polski, przeprowadzka i brak internetu z taką różnicą, że rok temu byliśmy w Szczecinie. Pisząc tego posta, czuję jakbym zrobiła jedno pełne okrążenie i znalazła się dokładnie w tym samym miejscu co rok temu.
Ale jestem o kilka kroków do przodu, a za najważniejszy uważam poznanie kilku wspaniałych osób. Do tego tematu wrócę w osobnym poście, bo jest kilka rzeczy którymi chcę się z Wami podzielić i niektórym z Was za nie podziękować.
Przede wszystkim dziękuję tym, którzy do mnie zaglądają pomimo tego, że ja zaglądać do nich nie mogę z przyczyn w/w. Ale mam nadzieję, że już niedługo nadrobię wszystkie zaległości!
Co się jeszcze zmieniło? Pewność siebie i znajomość języka angielskiego. Niezła szkoła życia, ale warto przez nią przejść chociażby dla samej siebie. Aczkolwiek z nieukrywaną niecierpliwością oczekuję na powrót do domu.
Weekendowa Piekarnia obchodziła niedawno swoje urodziny. Dokładnie pamiętam kiedy u
Ali pojawił się pierwszy wpis z zaproszeniem do wspólnej zabawy. Ja nie od razu się do niej dołączyłam, bo rok temu zaczynałam swoją przygodę z wypiekiem domowego pieczywa. Ale to właśnie WP zbliżyła mnie do Margot (Ali), a przez Alę do Tatter (Frani) i wielu innych osób. I teraz staram się co tydzień piec z Wami, chociaż bez bicia przyznaję, że nie zawsze mi to wychodzi (przerywnik: zastanawiam się, czy nad nami mieszkają jakieś słonie, bo z każdym stawianym u sąsiadów na górze krokiem trzęsie się nam mieszkanie i kolejny raz dochodzę do wniosku, że Anglicy są niewychowani i zupełnie nie przejmują się, że wokól nich mieszkają ludzie. A szkoda...)
Minionemu odcinkowi WP przewodziła Gospodarna Narzeczona , która gustuje w bardzo wyszukanych i smacznych przepisach. Ja wybrałam przepis na Pan de Calabaza (Sefardyjski chleb z dynią), jako że dynię lubię i teraz jest najlepszy okres na jej smakowanie. Ponieważ chałka gościła u mnie niedawno, postawiłam na okrągłe bułki i tu przyznam, że trochę oszukałam. Ponieważ miałam za mało puree z dyni, a marzył mi się miąższ bułek w kolorze żółtym, do ciasta dodałam kurkumę (często dodaję jądo rosołu, żeby poprawić jego kolor). I wyszły puszyste, mięciutkie, pachnące i pięknie żółte bułki!
Gospodarna Narzeczono dziękuję za podzielenie się z nami tym przepisem - bułki wędrują na listę ulubionych. Alu dziękuję za cierpliwość do nas wszystkich :)
Pan de Calabaza (Sefardyjski chleb z dynią)
Źródło: Na kruchym spodzie
60g puree z dyni*
1 łyżeczka suszonych drożdży
1/2 łyżeczki mielonego kardamonu
1/2 łyżeczki mielonego imbiru
1/2 łyżeczki kurkumy
470g mąki pszennej chlebowej
140g ciepłej wody
70g cukru trzcinowego
8g soli Maldon
55g oleju rzepakowego
2 jajka
W misce mieszamy kardamon, imbir i drożdże. Dodajemy 90g mąki i ciepłą wodę. Mieszamy i odstawiamy w ciepłe miejsce na 30 minut.
Gdy zaczyn zacznie pracować (pojawią się bąbelki) dodajemy cukier, sól, olej, 1 jajko i puree z dyni. Całość mieszamy.
Dodajemy resztę mąki, kurkumę i mieszamy.
Gdy ciasto zacznie formować się w kulę, wyjmujemy je na blat i wyrabiamy 10 minut. Ciasto ma być gładkie, miękkie i lśniące.
Wyrobione ciasto formujemy w kulę i przekładamy do naoliwionej miski.
Przykrywamy folią i odstawiamy w ciepłe miejsce na 2-3 godziny - ciasto ma potroić objętość.
Po tym czasie ciasto odgazowujemy i dzielimy na 12 części. Formujemy okrągłe bułki i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia zachowując odległość między nimi.
Przykrywamy folią i odstawiamy do wyrośnięcia (do podwojenia objętości).
Piekarnik nagrzewamy do 180st.C.
Wyrośnięte bułki smarujemy rozkłóconym jajkiem i wstawiamy do nagrzanego pieca.
Pieczemy 20-25 minut.
Studzimy na kratce.
Smacznego!
* Dynię obieramy, wyjmujemy pestki, a miąższ kroimy w kawałki. Owijamy folią i pieczemy do miękkości (około godziny) w temperaturze 180st.C. Gdy ostygnie rodrabniamy ją na puree za pomocąblendera.





przepisy



