ostatnio szukane:

szyszka olej czosnek cebula
Wybrane przez redakcję wpisy blogowe raz na 2 tygodnie w twojej skrzynce email:
Zapisz się na Kurier Kulinarny »
Agnieszka Inne tego autora: Letnie ciasto z jagodami, morelami i kruszonką 234 z 333 Jogurtowy tort truskawkowy z ajerkoniakiem
17/07/2009

Trás-os-Montes czyli za 7 górami, za 7 rzekami ....

Zdjęcie - Trás-os-Montes czyli za 7 górami, za 7 rzekami .... - Przepisy kulinarne ze zdjęciamiTrás-os-Montes. Zachód słońca w hotelu Hotel & Spa Alfâdega da Fé. Widok na góry Bornes, prawie całe w morzu chmur.

Region zagubiony gdzieś między Portugalią i Hiszpanią. Leżący między urwistymi dolinami rzek, na wietrznym płaskowyżu i porośniętych ubogą roślinnością wzgórzach. Z własnym językiem uznanym od niedawna za drugi oficjalny język Republiki Portugalskiej, zapierającymi dech krajobrazami, z najlepszym w Portugalii mięsem wołowym (carne mirandesa) i strumieniami znakomitego wina. Jakość wina nie dziwi - po regionie wije się rzeka Douro i warunki do hodowli winorośli są w sumie podobne, jak w regionie produkującym o wiele bardziej znane porto. Okolica słynie z produkcji na niewielką skalę, zazwyczaj poza granicami Trás-os-Montes wielu gatunków wina nie można już zdobyć.

Parę lat temu mój ówczesny szef, który kupił właśnie w północno-wschodniej Portugalii stary młyn wymagający odbudowy, zaraził mnie uwielbieniem do wina Valle Pradinhos. Początkowo trudno mi było uwierzyć, że można się zachwycać winem z jakiegoś zapadłego końca świata, a nie z regionu Douro czy równie uznanego Alentejo. Wątpliwości rozwiały się, gdy spróbowałam trunku. Od tego czasu weszło na stałe na listę naszych ulubieńców, a ja skrzętnie sobie notuję wszystko, co tylko jakiś znajomy Portugalczyk poleci nam do picia. Doszliśmy już dawno do wniosku, że ten naród ma specjalny szósty zmysł do rozpoznawania dobrego wina, który najwyraźniej rozwija się w drodze ewolucji w krajach z winiarskimi tradycjami (to samo bowiem obserwowaliśmy już w Hiszpanii i we Francji).

Zdjęcie - Trás-os-Montes czyli za 7 górami, za 7 rzekami .... - Przepisy kulinarne ze zdjęciamiWino Valle Pradinhos 2005. Ruiny zamku w Mogadouro.
Miejscowości Vale Pradinhos, od której pochodzi nazwa wina, nie można znaleźć na prawie żadnej mapie. Leży w trudno dostępnej części Trás-os-Montes, blisko wschodniej granicy kraju. Jednak z pomocą GPS i mieszkańców okolicznych osad trafiliśmy gdzie trzeba. Biura winnicy mieszczą się w pięknej starej posiadłości otoczonej bujnym ogrodem. Nasz wjazd do wioski budzi wyraźne poruszenie wśród gawędzących na placu pod kasztanami mieszkańców. Gdy pytamy o godziny otwarcia i wyrażamy chęć zakupu wina, wszyscy na wyprzódki dają nam potrzebne informacje, a jedna z pań biegnie do domu sprawdzić czy nie została jej przypadkiem jakaś skrzynka Valle Pradinhos.

Jest niedziela, jedziemy więc do hotelu z mocnym postanowieniem odwiedzenia wioski następnego dnia rano. Hotel ma imponujący panoramiczny widok na otaczające góry, a jego nowoczesna architektura znakomicie komponuje się z otaczającą przyrodą. Siedzimy w jacuzzi, a nad nami latają jaskółki, orły królewskie (aguia real) i .... co nas nieco zdumiało i lekko przeraziło - sępy (mają tu nawet swój rezerwat). Przy okazji wykorzystam swój blog, żeby podziękować Uli za odkrycie i polecenie nam tego pięknego miejsca.

Na kolacji delektujemy się regionalnymi owczymi serami z tutejszym czerwonym winem. Potem Maciek zamawia słynną posta mirandesa - coś w rodzaju sporego steku, z najlepszej w Portugalii wołowiny ze specjalnej rasy mirandesa. Dodatki są dziwne - zapieczone jest to z plastrem sera, a na górze jest jeszcze czereśniowa konfitura. Mi się nieco kojarzy to wszystko z modnymi kiedyś w Polsce schabowymi po hawajsku - z serem i ananasem. ;) Maciek twierdzi jednak, że w sumie danie całkiem nieźle smakuje, a samo mięso jest istotnie znakomite.
Ja jestem bardziej zachowawcza - zamawiam polędwiczki wieprzowe z sosem pieczarkowym. Mięso jest fenomenalne - kruche i soczyste, co jest dla mnie wielkim zaskoczeniem, bo w wielu przypadkach tutejsza wieprzowina pozostawia wiele do życzenia. Okazuje się, że to również lokalna rasa tzw. porco bísaro.

Na koniec podejmuję duże ryzyko i odważnie zamawiam deser - torta de laranja. Wbrew pozorom to nie tort pomarańczowy, tylko rolada z dziwnie gąbczastego biszkoptu, przeraźliwie słodka, nasączona jeszcze syropem pomarańczowym i posmarowana wszędobylskim w Portugalii kremem z żółtek i cukru. Totalna porażka! Maciek ze mnie szydzi, że to przecież od początku było wiadomo, jak dobry może być portugalski deser i trzeba było poprzestać na kawie. No cóż, kulinarna śmiałość nie zawsze jak widać popłaca. ;) Ale teraz przynajmniej z czystym sumieniem mogę powiedzieć moim czytelnikom - tego nie zamawiajcie. :)

W poniedziałek rano jedziemy do Vale Pradinhos. Nasza wczorajsza znajoma już nas wypatrzyła z balkonu (wszystkie domy mają drewniane ni to balkony ni to werandy - dość niespotykane w Portugalii zjawisko architektoniczne). Prosi nas, żebyśmy chwileczkę zaczekali, bo szef adegi (tu dygresja: zawsze mam problem z nazwaniem po polsku miejsca/zakładu, gdzie winogrona się wytłacza, a potem samo wino składuje i butelkuje; przychodzi mi na myśl termin winnica, i jego często używam, ale to chyba raczej odnosi się bardziej do uprawnego pola z winoroślą; ubogie to nasze rodzime - a może tylko moje - winiarskie słownictwo) pojechał na chwilę do pobliskiego miasteczka. Ach, nie ma to jak spokojne, bezstresowe życie na prowincji na południu Europy ;).

Gdy pytamy gdzie możemy poczekać i napić się kawy, pani woła sąsiadkę z drugiego balkonu i ta otwiera jedyną w wiosce kawiarnię specjalnie dla nas. Kawiarnia to właściwie nieodpowiednie słowo, jest to typowa tasca - mała, ciemna salka z kamiennymi ścianami, gdzie tubylcy przychodzą coś przekąsić, napić się kawy, a przede wszystkim podzielić nowinami. Krótko mówiąc centrum informacji i tygiel życia wioski. Gospodyni mówi nam, że to bardzo słynne miejsce, bo dopiero co - wiosną tego roku - pożegnali ekipę telewizyjną, która filmowała tu - z pewnością znaną nam - telenowelę "A outra" ("Ta druga" ;) ). Ja pozwalam pani swobodnie opowiadać, nie mając pojęcia o czym mowa, bo w domu telewizji z zasady nie oglądamy. Mój mąż natomiast niespodziewanie wdaje się z nią w dyskusję, wypytuje, ogląda fontannę, gdzie był serialowy ślub i dom Zé Bento - główne miejsce akcji filmu. Nasza gospodyni jest w siódmym niebie. Ja patrzę na Maćka coraz bardziej rozszerzonymi ze zdziwienia oczami i w końcu, gdy już wychodzimy, wybucham "Nie mów mi, że Ty oglądałeś choć jeden odcinek tego serialu!". On na to: "Oczywiście, że nie, ale przecież one wszystkie są o tym samym". To się nazywa inteligencja emocjonalna. ;)

Zdjęcie - Trás-os-Montes czyli za 7 górami, za 7 rzekami .... - Przepisy kulinarne ze zdjęciamiHotel & Spa Alfâdega da Fé. Na ścianie w restauracji dumnie wisi wycinek z gazety na temat kręconej tutaj właśnie telenoweli. Nad naszymi głowami krąży orzeł królewski ... albo sęp, zdania były podzielone. Dworek Vale Pradinhos.

Tak dobrze nastroiwszy do nas okoliczną społeczność i doczekawszy się wreszcie otwarcia adegi, zwiedzamy piękny, wiekowy solar (to termin oznaczający stary dom rodzinny, coś w rodzaju naszego dworku), w którym się ona mieści i okoliczne ogrody. Winne imperium zaczął budować w 1913 roku pradziadek obecnej właścicielki. Ten biznesmen z Porto zakochał się na początku XX wieku w tutejszych pejzażach i powoli zaczął wykupywać nieruchomości w okolicy. Dzisiaj w posiadaniu pani Marii Antónii Pinto de Azevedo Mascarenhas (to jest przeciętnej długości imię i nazwisko zwykłego człowieka w Portugalii ;)), oprócz winnic Vale Pradinhos, jest również kilka innych w regionie Douro i Estalagem do Caçador - znany hotel, ponoć mekka myśliwych i portugalskiej socjety. Właścicielka produkuje 2 gatunki wina - czerwone i białe Valle Pradinhos oraz mniej wysublimowane w smaku i tańsze Porta Velha. Firma ma w swoim posiadaniu 32 ha winorośli, z czego 8 ha starych winnych krzewów daje winogrona do produkcji pierwszego z wymienionych przeze mnie trunków.

Wyjeżdżamy jak zwykle z kilkoma zakupionymi butelkami wina, w pobliskim sklepie winiarskim zaopatrujemy się jeszcze w inne mniej znane regionalne gatunki. Właściciele zawsze się dziwią, że nie chcemy kilku skrzynek, rzadko kto przejeżdża taki szmat drogi z Porto dla kilku butelek. Większość ludzi ma swoje ulubione marki, ich się trzymają i zaopatrują jednorazowo w duże ilości. Jak się domyślacie my się do tego typu osób nie zaliczamy ;). Oczywiście mamy swoje preferencje, zasadniczo jednak stawiamy na różnorodność i nowe odkrycia smakowe.

Zdjęcie - Trás-os-Montes czyli za 7 górami, za 7 rzekami .... - Przepisy kulinarne ze zdjęciamiPlanalto Mirandes. Przełom rzeki Douro niedaleko miasteczka Miranda. Starówka w Miranda do Douro.
Z Vale Pradinhos jedziemy do miasteczka Mogadouro, z jego ruinami średniowiecznego zamku oraz uroczym i spokojnym centrum. To jest prawdziwy interior - wszystko senne w południowym skwarze, bo słupek rtęci przekracza już 30ºC. Jest takie powiedzenie, że w tym regionie są 3 meses do inferno e 9 meses do inverno, czyli 3 miesiące piekła i 9 miesięcy zimy. No cóż, wilgotna portugalska zima może nie być zbyt przyjemna, no ale tak między nami Polakami - to oni tu o zimie nie mają wielkiego pojęcia. ;)

Prawie każda miejscowość przygraniczna ma swoje legendy o złych Maurach, dręczących ich tutaj w średniowieczu i porywających do swoich haremów chrześcijańskie donzelas (przetłumaczmy to może jako białogłowy), jak również heroiczne historie o odpieraniu ataków chciwych Kastylijczyków. Z Mogadouro wyruszamy nad granicę hiszpańsko-portugalską. Jesteśmy w widłach dwóch rzek: Tormes i Douro, które już za chwilę będzie nosić hiszpańskie miano Duero.

Zdjęcie - Trás-os-Montes czyli za 7 górami, za 7 rzekami .... - Przepisy kulinarne ze zdjęciamiPanorama rzeki Douro widziana od strony Hiszpanii.
Nad nami znowu krążą orły i sępy. Ile razy wyciągamy teleobiektyw, są uprzejme w szybkim tempie znikać z pola widzenia. Cała ta okolica to chroniony przez UNESCO rezerwat Douro International, założony głównie dla ochrony w/w gatunków ptaków i fantastycznego krajobrazu. Rzeka Douro przez ładnych kilkadziesiąt kilometrów stanowi naturalną i kiedyś niewątpliwie trudną do przebycia granicę między dwoma krajami.

Przejeżdżamy na hiszpańską stronę, mijamy kilka, wyglądających na kompletnie odcięte od świata, wioseczek i znowu widzimy skalisty wąwóz rzeki Douro, a nad nią górujące portugalskie miasto Miranda do Douro. Przez wiele wieków miało ono spore znaczenie w okolicy - tuż nad urwiskiem rzeki stała potężna forteca dająca odpór różnej maści najeźdźcom, katedra i siedziba biskupstwa. Aż tu nagle w niewyjaśnionych do dzisiaj okolicznościach w czasie wojen napoleońskich połowa miasta wyleciała w powietrze. Zginęło wówczas ponad 400 osób, a miasto już nigdy nie wróciło do dawnej świetności. Pozostaje jednak pięknie położone, ma bardzo sympatyczną, choć niewielką, starą dzielnicę, szczyci się dbałością o regionalne tradycje. Mieszkańcy okolic Miranda do Douro mają własny język tzw. mirandês, charakterystyczne regionalne stroje, a nawet odrębny styl w meblarstwie i dekoracji wnętrz.

Zdjęcie - Trás-os-Montes czyli za 7 górami, za 7 rzekami .... - Przepisy kulinarne ze zdjęciamiCentrum miasteczka Miranda.

W miejscowych sklepach poważną część asortymentu stanowią urządzenia do domowej produkcji wina. Mój mąż z dużym zaciekawieniem podziwia niewielkie prasy do winogron i stalowe zbiorniki do fermentacji moszczu. Domowy wyrób wina w naszym wykonaniu musi jednak trochę poczekać, a teraz już niestety trzeba wracać w domowe pielesze do Porto.