ostatnio szukane:

szyszka masło olej rodzynki
Wybrane przez redakcję wpisy blogowe raz na 2 tygodnie w twojej skrzynce email:
Zapisz się na Kurier Kulinarny »
Agnieszka Inne tego autora: Alpejski śnieg i prowansalskie słońce 212 z 333 Toskania - dla każdego coś miłego
22/03/2009

Toskania - słodkie krajobrazy

Zdjęcie - Toskania - słodkie krajobrazy - Przepisy kulinarne ze zdjęciamiLa bella Toscana.


Dla znudzonych Francją i naszymi po niej podróżami dziś będzie ożywczy zefirek. Przerywam wreszcie mój frankofilski monolog. Zmieniliśmy wreszcie kierunek naszych wycieczek i tym razem udaliśmy się do Toskanii. Ten region wiele osób zna i wiem, że jest wśród moich czytelników paru jego wielbicieli. Ja jednak chciałam pokazać la bella Toscana widzianą głównie z bocznych dróżek.
Jak pewnie pamiętacie jesteśmy wrogami zwiedzania w tłumie innych turystów, z tego względu albo jeździmy w popularne okolice możliwie jak najbardziej poza sezonem albo zwiedzamy te mniej słynne, a a często niezwykle urokliwe atrakcje.

W Toskanii spędziliśmy tylko 4 dni w połowie marca. Zdecydowanie za mało.... Co mnie zaskoczyło - to wyraźnie zimniejsza o tej porze roku aura w porównaniu z Portugalią. Widać u nas masy atlantyckich wód nieco tonują klimat i wczesnowiosenne dni, a zwłaszcza noce są zdecydowanie cieplejsze. W Toskanii trafiliśmy więc na rześkie, ale słoneczne przedwiośnie.

Zdjęcie - Toskania - słodkie krajobrazy - Przepisy kulinarne ze zdjęciamiDuomo, Siena.

Naszą turystyczną trasę zaczęliśmy od Sieny, bardzo o tej porze roku spokojnej i w kameralnym klimacie. Nawet we wnętrzu pasiastej jak zebra katedry można było swobodnie się poruszać . Myślę, że widok słynnego promienistego placu, którego kształt Zbigniew Herbert przyrównuje do wklęsłej strony muszli, musi się mocno różnić w czasie święta Palio. My sporo czasu spędziliśmy w Palazzio Publico, a raczej w jego muzealnej części, podziwiając reprezentacyjne sale, których ściany od podłogi po sufit pokryte są freskami. Wielkie wrażenie robiły alegoryczne malowidła dobrych i złych rządów. Nas jednak najbardziej zafascynował fresk Simone Martiniego z kondotierem konno i w bajecznie wzorzystym stroju na tle toskańskiego krajobrazu. Oglądając reprodukcje tego fresku zawsze uważałam pokazany tam pejzaż za dziwaczny, bardziej mi przypominał pustynie Maghrebu niż Toskanię. Okazuje się jednak, że to wcale nie fantazja artysty (od lat 90-tych niektórzy zresztą poddają w wątpliwość czy dzieło jest rzeczywiście autorstwa Martiniego). Tereny wokół Sieny maja gliniastą glebę, która gdy sucha daje złudzenie beżowo-żółtej pustyni, a wilgotna przypomina nam skąd się wziął w malarstwie termin siena palona.

Zdjęcie - Toskania - słodkie krajobrazy - Przepisy kulinarne ze zdjęciamiSimone Martini "Kondotier".

Toskańskie pejzaże widziane w naturze to zresztą osobny rozdział. Są tak bajeczne i doskonałe w kolorze, w formie i w światłocieniu, że rzeczywiście nie dziwi iż malarze już od czasów gotyku przenosili je na płótno. Zdumiewa raczej, ze nie powstała jakaś sławna szkoła toskańskich pejzażystów ( a może ja o czymś nie wiem i historycy sztuki mnie wyprowadza z błędu ). W czasie naszego pobytu kolorów w naturze było jeszcze niewiele - głownie brązy i rudości ziemi oraz świeża zieleń wschodzącego zboża, ale już to wystarczyło, żeby nas zachwycić. Dobrze, ze tym razem nie było z nami Łukasza, bo wysiadanie co 100m z samochodu w celu uwiecznienia na fotografii kolejnego cyprysa czy falujących wzgórz z pewnością doprowadziłoby go do szału. ;)
Mieszkaliśmy w San Ourico d'Orcia, maleńkim miasteczku na wzgórzu (lokalizacja tu dosyć powszechna), w obrębie średniowiecznych murów i z tej bazy robiliśmy sobie wypady po okolicy.

Nie zapomnieliśmy oczywiście o toskańskich rozkoszach stołu. Już w Sienie raczyliśmy się panforte, ciastem inkrustowanym bakaliami w iście renesansowym stylu. Za radą autorki książki "Tasting Tuscany - Exploring and Eating off the Beaten Track" (bardzo polecam tym, którzy chcą uciec od utartych turystycznych szlaków), udaliśmy się do "Dolcezza di Nanni" cukierni i piekarni w jednym, w niedalekim Buonconvento. Niby na pierwszy rzut oka skromne miejsce, ale ponoć wysyłające swoje cantucci , ricciarelli i brutti ma buoni między innymi brytyjskiej rodzinie królewskiej. Wcale się tym faktem zbytnio zresztą właściciele nie chwalą. Te wymienione wyżej ciasteczka kupiliśmy na miejscu i rzeczywiście są bardzo miłym dodatkiem do popołudniowej herbaty czy kawy. Cantucci zaś tradycyjnie podjada się popijając słodkim vin santo. Ciekawe tylko czy królowa Elżbieta nie straciła zębów, łakomiąc się na ciasteczka o dość odrażającej nazwie ossi di morto (czyli kości truposzczaka ;) ) - niewielkie białe, podłużne wypieki na bazie białek i orzechów laskowych. Niestety trzeba powiedzieć, że jak się nazywają takie są - twarde jak kość i niemalże bez smaku. Chciałam je nawet upiec w domu, żeby się przekonać czy to tylko niewypał danej cukierni czy ciastka ogólnie rzecz biorąc nie są grzechu warte. Muszę jednak szczerze przyznać, że zakupiony prawie nietknięty spory worek, wyzierający z kuchennej półki jak wyrzut sumienia, skutecznie mnie do samodzielnych prób zniechęcił.

Zdjęcie - Toskania - słodkie krajobrazy - Przepisy kulinarne ze zdjęciamiOssi di morto.

Zdecydowałam się więc na odtworzenie innego specjału ricciarelli. Migdałowych ciasteczek, w chrupiącej cukrowej otoczce, z miękkim, lekko ciągnącym się, trochę jakby marcepanowym, wnętrzem. Również kształt mają migdała, choć niektórzy twierdzą, że przypominają raczej oczy Madonn z renesansowych obrazów. Zresztą tradycyjnie piecze się je na dzień 25 marca, czyli Święto Zwiastowania i są nawet symbolem płodności.

Moje ciasteczka organoleptycznie wyszły takie jak oryginał. Jedynie ich kształtom trochę daleko do rozmarzonych oczu Madonn, ale w końcu nie każdy ma ręke renesansowego mistrza. Klasycznie obtacza sie jeszcze ricciarelli po upieczeniu u cukrze pudrze. ja z tego zrezygnowałam, ale zapewniam, że i tak słodyczy im nie brakuje.

Zdjęcie - Toskania - słodkie krajobrazy - Przepisy kulinarne ze zdjęciami
Sieneńskie ricciarelli

16 sporych ciasteczek
175g zmielonych migdałów
200g drobnego cukru kryształu
1 łyżka mąki
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 białka
szczypta soli
kilka kropli naturalnego ekstraktu z gorzkich migdałów (niekoniecznie)
drobny cukier do obtoczenia

Migdały wymieszać w misce z cukrem (3 łyżki zostawić do ubicia białek), mąką i proszkiem do pieczenia. Białka ze szczyptą soli i pozostałymi 3 łyżkami cukru ubić na sztywno. Jeśli ktoś używa dodać do ubitej piany ekstrakt migdałowy. Suche składniki wsypać na białka i wymieszać aż utworzą gęstą pastę. Na płaski talerzyk nasypać drobnego cukru. Nabierać kopiaste łyżki stołowe masy (ja używam łyżki do lodów o średnicy 4cm i wypełniam ją ciastem na płasko) i wrzucać na cukier nadając im kształt wałeczka o zaostrzonych końcach. Kładziemy ciasteczka na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, lekko je spłaszczając, aby stały się owalne. Pieczemy przez 10-12 min, aż się zaczną złocić na brzegach. Nie należy ich przepiec, bo mogą być za twarde. Zostawiamy do wystygnięcia na siatce.