torcik pinacolada i testowanie coco juice
Mrozy jeszcze się na dobre nie zaczęły, a ja już mam dość! Choć zupełnym przypadkiem wyszło, że wczoraj w mojej kuchni gościły karaiby, to jednak w jakiś przyjemny sposób mnie to rozgrzało :)
Zacznę od tego, że zostałam zaproszona do testowania nowego "wynalazku" jakim jest Coco Juice - naturalny izotoniczny i niskokaloryczny koktajl z wody kokosowej. Mi do wypróbowania przypadła wersja z dodatkiem banana, choć na stronie producenta widziałam też inne rodzaje :)
Skład jest obiecujący - 76% soku z kokosa, 20% przetartych bananów i sok cytrynowy z koncentratu. Zero chemii.
A co na temat smaku? Pierwszy łyk mnie rozczarował. Spodziewałam się czegoś znacznie słodszego, a napój w pierwszym odczuciu okazał się być dość mdły. Ale z każdym kolejnym łykiem przekonywałam się coraz bardziej. W końcu, gdy dopiłam pierwszą szklaneczkę uznałam, że w rzeczywistości napój jest bardzo smaczny! :) A z pewnością dużo zdrowszy niż wszystkie te sztuczne izotoniki zalegające na półkach. Jeśli to w rzeczywistości działa tak jak obiecuje producent, to z przekonaniem polecam :)

A teraz pora na ciacho!
W lodówce od dłuższego czasu zalegała mi puszka mleka kokosowego, na które zupełnie nie miałam pomysłu oraz ananas w spirytusie - pozostałość po ananasowej nalewce, którą przyrządzał mój mężczyzna. Pogmerałam w spiżarni jeszcze trochę i w mojej głowie pojawił sie pomysł na torcik pinacolada. Strzał w dziesiątkę!
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie każdy z was będzie miał w kuchni akurat ananasa przesiąkniętego na wskroś spirytusem, ale myślę, że zwykły ananas + wódka sprawdzą się równie dobrze :)

Składniki:
Na biszkopt:
- 3 jajka
- 1 czubata szklanka mąki
- 3/4 szklanki cukru
- 1/2 łyżeczki do pieczenia
- 2 łyżeczki cukru waniliowego
Na krem:
- puszka mleka kokosowego
- 1/2 kostki miękkiego masła
- 3 łyżki mąki ziemniaczanej
- 4 kopiaste łyżki cukru pudru
- 1 żółtko
Dodatkowo:
- ananasy w spirytusie (lub zwykłe ananasy i wódka)
- garść rodzynek
- wiórki kokosowe do ozdoby
Biszkopt:
Oddzielamy żółtka od białek. Żółtka mieszamy z proszkiem do pieczenia i odstawiamy na bok.
Białka ubijamy na sztywną pianę. Stopniowo, stale miksując dodajemy oba cukry. Na koniec mieszamy masę z mąką i przelewamy do małej tortownicy.
Pieczemy 30 minut w 180 stopniach. Wyjmujemy i odstawiamy do ostygnięcia.
Krem:
Mleko kokosowe przelewamy (a raczej przekładamy) do rondelka i podgrzewamy, aż nabierze płynnej konsystencji. Dodajemy przesianą mąkę ziemniaczaną i stale mieszając podgrzewamy, aż w garnku zrobi się bardzo gęsty budyń (wręcz taka "kluska"). Następnie przekładamy go do blendera i miksujemy na gładką masę (gdyż w budyniu porobią się grudki, których nie chcemy). Odstawiamy do ostygnięcia.
Masło miksujemy, a następnie ucieramy z cukrem pudrem i żółtkiem. Dodajemy budyń kokosowy i miksujemy na gładką masę.
Ananasy i rodzynki (osobno) nasączamy wódką (ja ananasy miałam z nalewki, więc już nie nasączałam, a rodzynki z kolei zalałam kieliszkiem ananasówki). Ananasy blendujemy na gładką masę.
Biszkopt przekrawamy na pół. Smarujemy obie wewnętrzne części zblendowanymi ananasami. Na spodnią warstwę wysypujemy rodzynki i nakładamy gotowy krem. Połówki łączymy, a wierzch smarujemy resztą kremu i posypujemy wiórkami.
Wstawiamy do lodówki na kilka godzin, żeby ciasto się przegryzło.
Smacznego życzy gruszka z fartuszka!



przepisy



