Tagine z kurczakiem, daktylami i miodem oraz Bajka o Falafelu
Dziś obiecane kilka dni temu tagine z kurczaka. Wersja ta zapewne posmakuje wielbicielom słodkich dodatków do mięska. Niestety nie wiem jak dalej będzie przebiegać moje pichcenie w ramach Festiwalu kuchni arabskiej. Mianowicie dzisiejszy dzień jest dniem "afery falafelowej". Ale po kolei. Zapraszam Was na bajkę o falafelu, a będzie to bajka z morałem.Na jednym z częstochowskich osiedli mieszkała sobie mała dziewczynka, wszyscy znali ją jako Pannę Malwinnę. Jak co dzień rano wstała, założyła swoje ulubione różowe kudłate ciapcie i zaczęła krzątać się po mieszkaniu. Dzisiejszy poranek spędzała jak zawsze na poszukiwaniu pysznych przepisów. Nagle jej oczom ukazał się falafel- apetyczny i doskonały. Więc pod wpływem dającego o sobie znać brzuszka postanowiła ten cudowny falafel przyrządzić. Otworzyła kuchenne szafki sprawdzając, czy kryją pożądane składniki. Zapowiadało się pięknie, składniki były w szafce, nie było potrzeby biegać po sklepach. Odmierzyła więc skrupulatnie składniki, wlazła na szafę by ściągnąć blender (i nawet z niej nie spadła). Wszystko władowała do miski i zaczęła blendować. Pełna radości na samą myśl o pysznych kotlecikach uśmiechała się do lodówki i innych sprzętów kuchennych. A że masa była gęsta to w przypływie diabelskiego pomysłu postanowiła między ostrza (wyłączonego lecz podłączonego do prądu blendera) włożyć wskazującego palucha ręki lewej, używanej częściej. I od tej pory wierzy w dziwne i niewyjaśnione sytuacje. Ba! Nawet w ufo mała dziewczynka uwierzy jak będzie trzeba. Paluch skrupulatnie wyciągał cieciorkę spomiędzy ostrzy...a tu hyc- spięcie prądu. I jak się domyślacie - maszyna zaczęła działać. Na całe szczęście dziewczynki był to mały impuls, który wykonał niecały obrót. Tym samym zaczęła w panice tamować bryzgającą na prawo i lewo krew. Na ratunek przybył niejaki W. królewicz ze szlachetnego rodu, który wsadził ją na pięknego rumaka i zawiózł do miejscowego znachora. Skutkiem spotkania pierwszego stopnia z blenderem- palec dziewczynki pocięty w 7 miejscach, około 7 szwów, 2 zastrzyki, zakaz gotowania na okres gojenia, uraz paznokcia z którym właśnie dziewczynka jest w trakcie wzruszających pożegnań. Ale co jak co na falafela ma nadal ochotę i jak tylko dojdzie do siebie- poczyni go. Jaki z tej historii morał? - małe dziewczynki nie powinny bawić się sprzętem podłączonym do prądu bez nadzoru dorosłych (najlepiej aby takie czynności za ów małe dziewczynki wykonywał jakiś książę, najlepiej ich książę)- dobry falafel nie jest zły- nigdy nie wiesz kiedy się spodziewać hiszpańskiej inkwizycji
A teraz tagine. Smacznego kochani ;-)
Składniki (na 2-3 solidne porcje):[inspiracja zaczerpnięta z książki Podróże kulinarne. Kuchnia arabska]
- 2 piersi z kurczaka (razem około 560 g)
- 1 średnia cebula pokrojona w piórka
- 1-2 ząbki czosnku drobno posiekane (dałam dwa)
- pół łyżeczki kuminu
- pół łyżeczki mielonej kolendry
- pół łyżeczki mielonego imbiru
- pół łyżeczki kurkumy
- szczypta cynamonu
- 1/4 łyżeczki chilli w proszku
- szczypta mielonej gałki muszkatołowej
- 189 ml wywaru z kurczaka
- 100 ml wody
- 40 g daktyli bez pestek podzielonych na pół
- 30 ml miodu
- 40 g migdałów- zblanszowanych i uprażonych
- łyżka świeżych liści kolendry - posiekanych (dałam natkę pietruszki)





przepisy


