Syrop z kwiatów czarnego bzu

Lasek, w którym się zaopatruję w czosnek niedźwiedzi, to też świetne miejsce do zbierania kwiatów dzikiego bzu, tylko, że zapuszczać się nigdzie w głąb nie trzeba, tylko stojąc w miejscu można rwać i rwać i rwać. Jedynym w sumie ograniczeniem może być ilość słoiczków i buteleczek do przechowania bzowych przetworów. Jestem ogromną fanką syropu, uwielbiam jako dodatek do lemoniady, ale, że w tym roku udało mi się zrobić go więcej niż w poprzednim (ograniczyłam się wtedy doczarnej koronki rosnącej przed domem), będę go pewnie dolewała do wszystkiego co się da. Robiłam bardzo podobnie jak w tamtym roku, ale przypominam przepis też tu.
Syrop z kwiatów czarnego bzu
na 2 l syropu:
20 kwiatostanów czarnego bzu
900 g cukru
1200 ml wody
2 niewoskowane, niepryskane cytryny
Wodę zagotuj z cukrem, odstaw do lekkiego ostudzenia, dodaj kwiaty i pokrojone w cienkie plasterki cytryny, przykryj, odstaw. Następnego dnia przecedź przez gęste sito i muślin, przelej do butelek, zakręć/zakorkuj i odstaw w chłodne miejsce. Syrop trzymany w lodówce powinien wytrzymać do przyszłorocznych zbiorów.
Jeśli przed odcedzeniem wyjmiesz cytryny i zalejesz je wodą możesz cieszyć się pierwszą bzową lemoniadą (na zdjęciu).





przepisy


