Święta, święta i...cz.2 czyli po pomarańczowym
Tak więc było to tak: Diana Henry zapisała w książce "Crazy Water Pickled Lemons" przepis na ciasto pomarańczowe, i potem Ola Lazar podała ten przepis na swoim blogu, a potem ja powiedziałam stanowczo, że ten przepis sprawdzę i powiem jak wyszło...A wyszło tak, że "o matko!".
Więc podaję dalej. Próbujcie! bo to jest nie do opisania, szaleństwo, śpiew i taniec. Wszyscy byli zachwyceni.
Bliskowschodnie ciasto pomarańczowe, cytuję za Olą Lazar
1 pomarańcza
3 jajka
250 g cukru
200 g mielonych migdałów
55 g mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
Pomarańczę (w całości) gotujemy przez godzinę na granicy wrzenia. Jajka ubijamy z cukrem, aż nabiorą jasnego koloru. Dodajemy mielone migdały, przesianą mąkę i proszek do pieczenia, mieszamy. Pomarańczę kroimy na kawałki, usuwamy pestki i razem ze skórką miksujemy na puree.
Puree pomarańczowe łączymy z przygotowaną masą, przekładamy do małej formy tortowej, wysmarowanej masłem. Pieczemy około 45 minut w 180 st. C.
Wystudzone ciasto można posmarować gęstym, greckim jogurtem lub serkiem homogenizowanym wymieszanym z marmoladą pomarańczową.
Mi udało się kupić mąkę migdałową, więc nie musiałam mielić migdałów....I przystrój taki bardziej świąteczny próbowałam zrobić....a forma akurat taka, bo tylko taka została wolna....
Aha i na dowód proszę zdjecie:
Ps. Wpis ten dodawałam na dobry początek roku 2007 czyli 1 stycznia, lecz coś się zepsuło w blogowni i pojawia się dopiero dziś......




przepisy



