ostatnio szukane:

szyszka masło olej piwo
Wybrane przez redakcję wpisy blogowe raz na 2 tygodnie w twojej skrzynce email:
Zapisz się na Kurier Kulinarny »
tylmur
tylmur Prowadzi bloga: Tylko kuchnia
Inne tego autora: A jednak piszą. 27 z 73 Święta, święta i...cz.2 czyli po pomarańczowym
28/12/2006

Święta, święta i... po piernikach....cz.1

Będzie nostalgicznie i wspomnieniowo.

Otóż jak zwykle w święta wybrałam sobie role nadwornego, rodzinnego cukiernika, nikt mnie nie prosił, ale ja zawsze na siłę się wpycham. I całą sobotę przed wigilią spędziłam w kuchni.... A najlepiej, najlepiej to wspominam piernik....

A było tak... grzieś pod koniec października podałam przepis na piernik staropolski . I zgodnie z własną instrukcją zagniotłam ciasto i wpakowałam do garnka, o proszę.....

I leżało sobie ono i leżało sobie spokojnie w garażu podziemnym pół listopada i pół grudnia......

A potem zeszłam do tego podziemnego tartaru i przyniosłam na górę i wpskowałam je do blaszek..... O proszę....

I potem piekło się w formie po trzykroć, tak, że wyszły trzy (liczba święta) porządne pierniki. A z ciasta, które zostało przygotowałam całe mnustwo małych pierniczków....

I potem leżało tydzień cały z okładem pozawijane w ściereczki i folię i kruszało i wilgotniało.....

I potem jak minął czas należny to przybrałam duże pierniki.... O proszę....

I potem i potem jeszcze niespodziewanie dla mnie samej zanurzyłam małe pierniki w czekoladę.... O proszę...

I taka to była historia z tym piernikiem. A, że prawdziwa, to mam na to świadków.....

A potem przyszła niedziela świąteczna i można było już jeść.... Ale jeszcze jest całkiem sporo..... Bo wyszło baaardzo dużo piernika, i on teraz sobie leży i jeszcze dochodzi ... i szlachetnieje....

Na wielkanoc nędzie jak znalazł ;)

W następnym odcinku opowiem o cieście pomarańczowym, które zrobiłam według przepisu poleconego przez Olę Lazar. O makowcu, o ciasteczkach drożdżowych i o cieście orzechowym.

Naprawdę naprawdę polecam przepis na piernik staropolski, już drugi raz z rzędu wyszedł wyśmienicie.... A pracy na raz nie ma z nim zbyt wiele, bo rozkłada się ona na kilka dni, jednego dnia zagniatasz, całkiem innego pieczesz jeszcze innego przybierasz, a jeszcze całkiem innego zjadasz.... Tak że każdą z tych czynności robisz w "międzyczasie". W sam raz na nasze zagonione czasy....

Pozdrawiam....poświątecznie