Śniadanie u Tiffany'ego...
I stało się, no bo inaczej być nie mogło, skoro z każdej strony kazano mi iść, złowić i spróbować. Wyboru wielkiego nie miałam, nastawiłam budzik na ranne godziny, wstałam i ruszyłam pupę na poranne łowy. Autobusik grzecznie zawiózł mnie do Piotra i Pawła, gdzie miałam mieć możliwość złowienia tylko kilku plasterków rybki, ale oczywiście nie, jednak nie miałam i musiałam kupić całą paczkę. Jakby tego było mało złapałam najdroższą! Źle podpisali lub ułożyli towar, a ja ślepo im wierzyłam, ze mnie nie wykiwają...O ja głupia. No, ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.
Złowiłam te rybki, tak wędzonego łososia w rzeczy samej, do tego dorzuciłam chlebek razowy i sosik ziołowy, po czym przy ruszyłam pędem do domu (pomijam fakt, ze przy kasie mało zawału nie dostałam).
A w domu? No w domu zaczęłam robić najdroższe w moim życiu śniadanie ;P
Kanapeczki z łososiem i jajkiem.
- 4 kromki chleba razowego/ziarnistego lub innego ulubionego (u mnie Kołodziej)
- 4 plasterki wędzonego łososia
- sos ziołowy(może być jakiś dobry serek)
- ugotowane na pół twardo jajco
- szczypiorek
Chleb pokroić lub jak się ma krojony tak jak ja to nie ma takiej potrzeby. Jajco pokroić w plasterki. Kromki chleba posmarować sosem, położyć plastry łososia, na to jajko i posypać szczypiorkiem (u mnie suszony, bo innego nie miałam ;) ) I zajadać ze smakiem

Wyrzuty sumienia mam do teraz. Takie drogie to było...ale jest jedno ale! Warto było jak cholera! Jeszcze tak pysznych kanapek nie jadłam w życiu. Chcę jeszcze, jeszcze i jeszcze! Dziękuje wam za zmuszenie/namówienie mnie na łowy :)

p.s. dzięki dziewczyny było przepyszne




przepisy


