sałatka z tuńczykiem i mandarynkami

Pierwszy raz jadłam ją, gdy razem z mamą, zmordowane po zakupach miałyśmy ochotę na coś lekkiego, zdrowego i sycącego. W barze sałatkowym ilość składników i kolorów nas po prostu zastrzeliła. Chyba nie bez powodu właśnie ta, a nie żadna inna sałatka utkwiła mi w pamięci. Lubię łączyć smaki, ananas na pizzy mi nie przeszkadza, a wręcz zawsze jest go na niej za mało. Tutaj tuńczyk doskonale łączy się z czarnymi oliwkami i mandarynką. Swoją drogą oliwki są czymś wspaniałaym. Chyba są jakimś kosmicznym tworem, którego mamy zaszczyt smakować. Dają z siebie więcej niż niejedna fasolka rozmiarowo przecież do oliwki podobna. Za słoiczek kalamata oddałabym ulubione książki kucharskie. No może nie wszystkie...
składniki
- sałata (ulubiona, polecam rzymską)
- puszka tuńczyka w sosie własnym (dobrej jakości konserwa 'oddaje Tobie co kryje w sobie')
- puszka mandarynek,
- czarne oliwki - ilośc wg uznania
- oliwa z oliwek,
- ocet balsamiczny,
- miód,
- oregano

Sałatę rwiemy na drobne kawałaki, dodajemy tuńczyka, owoce, na końcu oliwki. Składniki sosu mieszamy i polewamy nim sałatkę. Proste, ale zachwyca.
Smacznego. Pa.




przepisy


