ostatnio szukane:

szyszka masło cebula piwo
Wybrane przez redakcję wpisy blogowe raz na 2 tygodnie w twojej skrzynce email:
Zapisz się na Kurier Kulinarny »
Nobleva
Nobleva Prowadzi bloga: Życie ze smakiem
Inne tego autora: 1 z 105 Pieczarki z wołowiną z woka
16/11/2010

Retroskopia: galaretka z kurczaka

 

 

 

Zdjęcie - Retroskopia: galaretka z kurczaka  - Przepisy kulinarne ze zdjęciami

 

 

 

Kojarzy mi się to danie źle. Kojarzy mi się z zagrychą do wódy na weselichu w komunistycznych czasach: mętna, bezbarwna kupka czegoś, pokryta na spodzie obowiązkową warstwą tłuszczu. Do tego okropny zapach octu spirytusowego. Nie przeżyliście tego? Nie żałujcie.

Gdzieś tam po drodze zdarzyły się inne galaretki, te domowe, o niebo lepsze, ale ja zrażona ledwie je dziubałam. Dlaczego więc wybrałam to akurat danie na kolację z dwóch okazji: urodzin męża i piątej rocznicy przyjazdu do UK?

W sobotę jedliśmy pieczonego kurczaka i nie daliśmy mu rady. Zostało trochę mięsa, a ja miałam wielką ochotę ugotowac rosół na pieczonych kościach. Galaretka przyszła mi na myśl i stwierdziłam, że może czas przegonic złe skojarzenia, zrobic dobrą i zobaczyc jak to jest.

 


 

Zdjęcie - Retroskopia: galaretka z kurczaka  - Przepisy kulinarne ze zdjęciami

 

 

Lekarstwem na całe zło miał byc rosół więc się do niego przyłożyłam. Obrałam pieczonego kurczaka (pieczony z solą, pieprzem i czosnkiem tylko) z mięsa, przypiekłam kości w piekarniku, razem z cebulą, przełożyłam kości i cebulę do garnka z wodą, dodałam dwie marchewki, trzy pasternaki, kawałek pora i selera naciowego, ząbek czosnku, kilka ziaren pieprzu i kolendry, sól. Rosół gotował się na minimalnym ogniu, tak minimalnym, że nawet nie pykał przez sześc godzin. Był idealnie klarowny i miał bardzo ładny kolor. Odmierzyłam ilośc wywaru odpowiadającą ramekinom, w których miałam robic galaretę - nie odejmując nic a nic. Rozpuściłam w niej żelatynę (ilośc i sposób postępowania wg wskazówek na opakowaniu).

Do galarety użyłam jajko, groszek, marchewkę i mięso, czyli zupełnie standardowo, układałam je warstwami, czekając aż warstwa zastygnie przed nalaniem następnej.

 

Mi smakowała, bo generalnie smakuje mi wszystko w co wkładam wysiłek (dobra cecha, jak innym nie smakuje to się nie marnuje), zjadłam jedną przed powrotem jubilata z pracy. Po obiedzie i po cieście, jak już się wszystko ułożyło stwierdziłam, że zaryzykuję i wyciągnęłam galaretę na stół. Przywitało ją "O łał" z ust mojego męża, który deklaruje, że galarety nie lubi.Smakowała mu.

Fajnie. Przez chwilę poczułam się jak w knajpie w latach osiemdziesiątych!