Restauracja od kuchni...
Co piątek w wyborczej wychodzi felieton zachwalający, lub krytykujący, czasami dość ostro, różnego typu restauracje. Nie powiem felietony zwykle czytam (jesli nie zapomnę kupić gazety). Czasami nawet zastanawiam się, skąd felietonista dostaje kasę, na te degustacje. I casami mam mieszane uczucia, a czasami zazdroszczę, znów czasami się wkurzam, szczególnie gdy felietonista podaje podsumowanie wydatków np.: zapłaciłem za wszystko 600 zł - kurczę chyba przez całe życie nie wydałam tyle na jedzenie na mieście, mój rachunek zamyka sie zwykle w 20 zł:) Jednak naszła mnie pewna refleksja, po ostatniej rozmowie z dostawcą dostarczającym towar do mojej firmy.
Będę pisać półsłówkami - niech to bedzie opowieść pełna niedopowiedzeń, nie chcę nikomu narobić klopotów. Otóż, mamy w warszawie manufakturę, by nie rzec, fabrykę, ale lepiej będzie powiedzieć, że mamy koncern restauracyjny, bardzo prestiżowy, bardzo chwalony i....bardzo bardzo drogi. Dość powedzieć nigdy tam nie byłam, i nigdy nie pójdę. Otóż wszystko z wierzchu wygląda ślicznie, urządzone jest i smacznie jest, wysoki poziom.
Ale spójrzmy co po drugiej stronie sie znajduje....
Mój dostawca dostarczał do owej restauracji jakiś produkt - porą nocną, nawet tam na miejscu wykonywał w nocy dosć ciężka pracę - nie zdradzę jaką. I po wykonaniu tej pracy jak już nastał ranek, czekać musiał 6 godzin, aż mu łaskawie przywiozą pieniądze. "Oni tam proszę Pani to z nikim się nie liczą, biorą towar, nie placą, a potem człowiek musi się napraszać; kto by pomyślał taka restauracja na wysokim poziomie" I zaczął opowiadać.
Kucharze w wiekszości są tam nie-z-warszawy, i już od 3 miesięcy nie mają płacone. Nie wiedzą co robić czy wracać, czy zostać, czy doczekają się na te pieniądze czy też nie... Dostaja tylko zaliczki jakieś drobne, teraz po tych 3 miesiącach, na bieżące wydatki...
Jak zabraknie im w tej restauracji trochę towaru, to potrafia wsiąść w jeepa i przez pół Polski jechać - tam do mnie, po dwie zgrzewki warte 20 złotych, i zamiast wziać od razu wiecej, to wracają tym pustym jeep'em, to to to sie proszę pani nie opłaca.
Jak podają gościom śledzia w oleju, to to wygląda tak: za słoja trzy malutkie kawałeczki śledzia, pokrojona cebula na to a potem olej prosto z butli, a to sie proszę pani, powinno przegryźć, polezeć razem, przesiąknąć, jak to tak można takie bele co, i od klienta biora jeszcze za to ze 30 złotych.
Rady dla właściciela/li koncernu: szanuj dostawcę swojego; szanuj swoich pracowników; popraw logistykę, żeby nie marnować kasy na bzdurne wycieczki; jak robisz kuchnię polską, to się najpierw naucz.
Rady dla felietonisty: Pogadaj czasem z kucharzem, popatrz od innej strony, bo za sprawą twoich felietonów koncern rośnie, zalewa nas, przytłacza, a ludziom na zapleczu źle. Tak jak pojawiają się uwagi krytyczne pod adresem dań, tak samo niech pojawia się uwagi krytyczne pod adresem organizacji pracy itp.
Propozycja dla gazety: Proponuję zaprowadzić cykl felietonów "restauracja od kuchni" nawet nie po to, żeby ostro krytykować to co się tam w restauracjach dzieje, ale po to, żeby pokazać jak pojawiają się dania na stole. Jak to sie dzieje, że dostajemy cudo kulinarne na stół, w jaki sposób powstaje i jak kręta jest to droga którą danie musi przebyć. Jak wiele pułapek zastawianych jest na kucharza, przez dosawców, właścicieli, przedmioty martwe, w trakcie przygotowań.. Zgłaszam swoją skromną kandydaturę na autora takich felietonów;)



przepisy


