Ranginak - czyli czym sie zajadaja Persowie
Powiedzenie, ze "persowie kochaja swoje dania, ale slodkosci maja na ich stolach specjalne miejsce" nie mogloby byc prawdziwsze. Slodkosci nie jako desery podawane na zakonczennie duzego posilku na sposob europejski, lecz slodkosci jako dania same w sobie. Ich zroznicowanie to prawdziwa uczta dla oka i powazne zagrozenie dla dbajacych o linie.Przegladajac ksiazki i internet w poszukiwaniu ulubionych perskich slodkosci wypisalam az 60 pozycji...60 ulubionych deserow! A na szczycie mojej listy uplasowal sie Ranginak. Podgladalam go juz z Ala jakis czas temu na Eating Out Loud i przyznaje, ze czekalam tylko na okazje, bo swoimi kolorami i teksturami kusil mnie niemozebnie. W ostatni weekend nie wytrzymalam i Ranginak zrobilam...prosty niezwykle, niezbyt czasochlonny i pewny. Wykorzystalam przepis ze swietnej ksiazki Marii Khalife "Middle Eastern Cookbook" dokonujac kilku zmian - zamiast orzechami wloskimi, daktyle nadzialam uprazonymi, wczesniej zblanszowanymi, migdalami. Bardzo ta zmiana mi podpasowala choc z pewnoscia nastepnym razem ( o tak, beda nastepne razy!!!) wyprobuje wersje oryginalna. Druga rzecza, ktora ulegla zmianie to sposob wykonania - wykorzystalam pomysl ze wspomianego bloga - nie mieszalam cukru i przypraw z uprazona maka, lecz zrobilam z tej mieszanki oddzielna warstwe.
Ranginak325g masla
500g maki
100g cukru pudru
2 lyzeczki cynamnu
1 lyzeczka nasion kardamomu
500g daktyli (uzylam duzych majooli)
100g orzechow wloskich lub
po dwa prazone migdaly na kazdego daktyla
150g drobno posiekanych pistacji
Na poczatek z daktyli usunelam pestki i zastapilam je migdalami ( po 2 na kazdego daktyla)
Na malej patelni rozpuscilam maslo, dodalam make, i na malym ogniu ciagle mieszajac prazylam przez 15 minut. 1/3 powstalej masy wylozylam do plaskiego naczynia (25 cm), nastepnie ulozylam ciasno owoce i zalalam je resztka macznej masy. W miseczce polaczylam cukier ze zmielonymi przyparwami i wysypalam na wartstwe maki lekko wgniatajkac go lyzka. Na koniec obsypalam calosc pistacjami, znow dociskajac. Zostawilam do zastygniecia. Deser kroil sie calkiem niezle, jedynie gorna warstwa pistacjowa kruszyla sie nieco, w kazdym razie mozna go podzielic na kawalki...Bardzo, ale to bardzo polecam!

Deser robila ze mna Polka i tutaj mozecie popatrzec na jej cudo. Dziekuje :*




przepisy

