Puchero pięknej Otero czyli niejasności w przepisach....
W czytanej ostatnio przeze mnie książce "Dania z Anegdotą" Hanny Szymanderskiej, bardzo zresztą ciekawej znalazłam wzmiankę, o Caroline Otero, pięknej hiszpańskiej tancerce flamenco (I poł XXw.) :) Autorka zamieściła w książce przepis na
Puchero pięknej Otero
Składniki:
400g grochu
20 migdałów
2łyżki orzechów ziemnych
2 łyżki rodzynek
1/3 szkl oliwy z oliwek
cebula
3 pomidory
sól
I od razu pojawia się w mojej głowie pytanie : Jaki groch???? Gdyż znam co najmniej 4 jego rodzaje:
1) Groszek zielony, świeży - jednak w sposobie przyrządzenia jest mowa o moczeniu nasion, a świeżego zwykle się nie moczy.
2)Groch suszony niełuskany - ale ten najczęściej kupują rybacy na przynętę dla ryb, ponadto łupina jest ciężkostrawna.
3)Groch suszony łuskany cały (małe mocno żółte kuleczki) - myślę, że można by do stworzenia tego dania użyć tego rodzaju grochu, lecz skąd inąd wiem, że jest to dość nowy wynalazek, bowiem zwykle groch przy łuskaniu rozpada się na dwie połówki, zatem Otero raczej go nie używała
4)Groch suszony łuskany połówki (małe mocno zółte połówki kuleczek) - To chyba najczęściej używany rodzaj grochu, ale tu też pojawia się pewien problem, z tego co pamiętam groch zaczęto łuskać dopiero w XIX wieku (niestety teraz nie mogę sprawdzić czy na początku, czy w II poł.) i nie do końca da się rozstrzygnąć czy mogła go używać pani Otero.
To nie jest czepialstwo, czy chęć wytknięcia błędu. Raczej chodzi mi o wskazanie kłopotu przed jakim staje zwykły śmiertelnik, czytelnik książki kulinarnej, który stara się urzeczywistnić potrawę przedstawioną w przepisie. Gdyby było bardziej dookreślone o jaki produkt chodzi, łatwiejsze miałby zadanie początkujący kucharz, który niejednokrotnie wchodząc do sklepu zostaje opanowany przez uczucie dezorientacji, bo oto napisane było groch, a pani sprzedawczyni pyta : Jaki groch???
I reflaksja ogólne, czasami osoby piszące przepisy zbyt łatwo uznają, że coś jest oczywiste albo przez nieuwagę zapominają dodać jakiegoś szczegółu, który potem sprawia, że odbiorca jest w nie lada kłopocie sporządzając danie, i albo niedzielny obiad nie powstaje wcale, albo okazuje się kompletną porażką.
Również moje jakże prymitywne i przeciwne wszelkim zasadom detektywistyki śledztwo nie zaprowadziło mnie zbyt daleko. Stwierdzam jednak, że użyłabym tu pewnie grochu łuskanego całego (małe żółte kuleczki) ale tylko ze względu na kolorystykę, oraz to, że kula jest kształtem najdoskonalszym :)
Jak ugotuję poinformuję...czy się udało
I na koniec tej przydługiej historii: Są również klienci, którzy przychodzą i mówią "Poproszę fasolę na grochówkę?" - co mnie zwykle rozbraja, bo jest przeciwne tak zwanej "logice języka".




przepisy



