Pospolite ruszenie i niepospolite śniadanie cz.2
Drodzy czytelnicy, widzę, że nie możecie się już wprost doczekać mrożącej krew w żyłach historii pewnego porannego śniadania. Oto i ciąg dalszy...
Nasza bohaterka minęła Mc Donald's, na skrzyżowaniu ulic Świętokrzyskiej i Marszałkowskiej, którego czerwone logo lśniło w świetle wrześniowego słońca, jak mięso ociekające tłuszczem na grillu, i skierowała swoje kroki na ulicę Chmielną. A tam nie było niczego. Żaden lokal nie czekał na nią, żadna kawiarenka, żadna godna uwagi kawiarenka, gdyż była godzina 9:40. Skręciła w lewo.
Postanowiła pójść do Green Waya licząc na to, że fani zdrowego jedzenia, za jakich podają się zielonodrogowcy, wiedząc jak ważne dla zdrowego życia jest porządne śniadanie, będą mieli takowe w swojej ofercie. Tymczasem było zamknięte.
Cóż szła przed siebie...wiedziona przeczuciem, czy zapachem czekolady, czy też pchana ręką przeznaczenia....aż wreszcie znalazła się w drzwiach sklepu Wedla i pijalni czekolady zarazem przy ulicy Szpitalnej w Warszawie. Weszła, nie bardzo wiedziała jak się zachować, powieważ była tam po raz pierwszy. Szybko jednak porzuciła konwenanse, pytania, zawiłe kwestie etykiety i siadła za stolikiem.
Podano jej kartę, którą przeglądała długo, nie mogąc się zdecydować....Wreszcie wpadła na pomysł genialny w swej prostocie i wybrała Śniadanie Jana.
Po chwili oczekiwania stanęło przed nią w całej krasie.W wiklinowym koszyczku piętrzyły się bułeczki: croissanty, bułeczki maślane, grahamka nadziewana przyprawami. Obok stanął talerz z czterema plastrami żółtego sera zawiniętymi niczym fale morza uchwycone w pędzie na wakacyjnym zdjęciu. Obok w miseczkach przycupnęły czekolada do chleba, dżem wiśniowy oraz dżem brzoskwiniowy. W buteleczce perlił się miód. A zwieńczeniem wszystkiego był świeży sok pomarańczowy w kieliszku, z czarną słomką oraz filiżanka klasycznej gorącej czekolady.
No mili Państwo cóż to był za obłęd, jaka radość, jakie uniesienie zmysłów....Jaka nagroda za słusznie podjęty trud pełnienia roli królika doświadczalnego...

Taka jest tylko ilustracja owego śniadania na stronach Pijalni Wedel....Czy mam jakieś sugestie dla działu marketingu?
EPILOG: Dżemy brzoskwiniowy i wiśniowy pochodziły najpewniej ze słoiczków Łowicz co akurat nie przeszkadzało bohaterce, gdyż bardzo lubi. Ponadto przez cały czas śniadania unosiły się nad nimi małe muszki, co nieznacznie psuło efekt elegancji...Czekolada do picia smakowała co nieco budyniem, jednak bohaterka nie ma doświadczenia w pitnych czekoladach i nie wie czy tak być powinno. Podejrzewa natomiast, że w żadnym razie tak być nie powinno. Natomiast czekolada do chleba i świeży sok to była totalna rewelacja!!!
Co do czekolady, to w późniejszym czasie została zbadana przez niezależnego obserwatora, który potwierdził i stwierdzenie co do posmaku budyniowego i zgodził się z podejrzeniami, że tak w żadnym razie być nie powinno.



przepisy



