Porażki kulinarne
Do zrobienia tego wpisu zainspirowała mnie rozmowa z koleżanką w pracy, na temat tego co nam w kuchni nie wyszło.
1. jabłecznik żydowski, do którego zapomniałam dodać proszku do pieczenia - wyszedł mi glut jabłkowy - wyjątkowo niejadalny
2. zapiekanka szwajcarska: ziemniaki, ser itp itd zalewane mieszanką mleka, śmietany i przypraw - niestety zapiekankę ułożyłam w formie tortowej (bo była pod ręką) - zalałam śmietanką, która elegancko spłynęła mi na blachę piekarnika, dołem nieszczelnej foremki :/
3. spód do tarty o konsystencji dobrze zrobionego betonu - trzeba byłoby mieć stalową szczękę by go pogryźć ;-)
4. eksplozja zakwasu na żurek - jedno jest pewne: zasycha dramatycznie szybko na ścianach i podłodze i absolutnie nie wolno go przechowywać dłużej niż miesiąc w szczelnie zamkniętych butelkach szklanych :/ zwłaszcza w temperaturze pokojowej w mieszkaniu ;-)
5. ciasto brzoskwiniowo-biszkoptowe, które kompletnie nie mam pojęcia czemu się nie upiekło - włożyłam surowe, wyjęłam surowe - piekarnik się nie zepsuł... nawet było nieco podpieczone a najśmieszniejsze było to, że tydzien wcześniej było idealne
6. chleb na zakwasie - miał być zdrowy, pełnoziarnisty, z dobrej mąki żytnio-pszennej - z zewnątrz był spieczony niemiłosiernie a w środku surowy
było też kilka ciast drożdżowych z zakalcem.... ale akurat mi zakalec drożdżowy nie przeszkadza :-)
Innym rodzajem katastrofy jest na przykład sytuacja, kiedy zaczynam gotować, mieszać, przesypywac i okazuje się, że mam za mało mąki do ciasta drożdżowego. Logistyka to jednak podstawa. Ale czasem da się uratować sytuację - do ciasta drożdżowego zabrakło mi pszennej mąki, więc dodałam gryczanej i wyszło pyszne ciasto o orzechowym posmaku. :-)



przepisy


