Pieróg drożdżowy z nadzieniem na wiejsko.
Moi państwo to co się ostatnio dzieje, to jakieś istne szaleństwo, z początkiem września [czy właściwie jeszcze końcem sierpnia] wszyscy stwierdzili, że właśnie teraz potrzebują moich usług i to w ilości dużej. Efekt był taki, że ostatnie 3 tygodnie spędziłem przed komputerem, asen 3 godz./na dobę był wyjątkowym luksusem. Gotować nawet parę razy gotowałem, ale prawda taka, że nie spisałem przepisów i teraz pomimo zdjęć już nie jestem w stanie wam odtworzyć tego co tam i w jakiej kolejności nawrzucałem do tych garów. Już to nieraz mówiłem i teraz znów powtórzę – gotowanie jest znacznie prostsze niż blogowanie.
Ale z zakamarków pamięci udało mi się wygrzebać jedną rzecz, która w ostatnim czasie wymyśliłem. Kiedy pierwszy raz zrobiłem coś podobnego pół roku temu, to mój ukochany syn – pierwszy kuchcik zawołał: „Mamo, Mamo!!! Tata ugotował BUT!”. Jak się domyślacie – po takiej pierwszej recenzji nie miałem już odwagi wrzucać tego na bloga.
Ale tym razem wyszło znacznie lepiej.

5 dkg drożdzy
3/4 szklanki mleka
2 szklanki mąki.
Odrobina soli i szczypta ziół prowansalskich
1-2 kiełbasy „wiejskie”, „chłopskie”, „z komina” czy jakieś temu podobne.
1 cebula
3 ząbki czosnku
100 g boczku wędzonego
Ok. 300 g. obranej i wydrążonej cukinii
150 g. śmietany 12%
Trochę startego żółtego sera.
Sól, pieprz, tymianek
Drożdże rozrabiamy w mleku, następnie wyrabiamy z mąką na ciasto, dodajemy sól i zioła, jeśli trzeba, dodajemy trochę wody – ciasto powinno być w miarę elastyczne, ale nie rzadkie.
Odstawiamy na bok, pod przykryciem.
Na patelni przesmażamy posiekany w kosteczkę boczek, i kiełbasę. Dorzucamy posiekaną cebulę i czosnek, razem dusimy chwilkę, kiedy cebulka zmięknie wrzucamy cukinie pokrojoną w kosteczkę. Solimy, pieprzymy, obsypujemy tymiankiem. Dusimy razem chwilkę.
W miseczce mieszamy śmietanę ze startym serem i odrobiną soli, wrzucamy na patelnię. Mieszamy, gotujemy aż śmietana trochę zgęstnieje.
Ciasto rozwałkowujemy na duży placek, blachę do pieczenia, albo formę smarujemy oliwą. Ja zrobiłem tak, że ciastem wyłożyłem formę, wrzuciłem do tego nadzienie i zamknąłem od góry pozostałą częścią ciasta. Nie miało to typowo pierogowego kształtu, ale wolałem niepierogowatego pieroga, niż żeby znowu mi dziecko wmawiało, że but ugotowałem.
Wierzchnią część ponacinałem nożem, żeby nie urosła strasznie do góry.
Do piekarnika 200 o C, na 15 -20 min.

Tym razem obyło się bez szewskich inwektyw, co więcej smakowało wszystkim i nawet jakieś wyraz uznania usłyszałem od pierwszego kuchcika. Trochę przypominało calzone, no bo to w końcu nic innego jak drożdżowe ciasto, prawie pizzowe z nadzieniem.
A, jeszcze mam takie pytanie – czy ktoś z was ogląda czasem to olive&flour cooking tv w prawej kolumnie? Być może będą się szykowały jakieś zmiany na blogu i zastanawiam się jak wy się zapatrujecie na ten element strony. Będę wdzięczny za szczere wypowiedzi i to w jak największej ilości.




przepisy



