Oliwkowy upgrade

Lubicie oliwki? Ja przepadam, od dobrych nie potrafię się oderwać. Dobre to dla mnie albo mięsiste zielone, albo podfermentowane czarne. Mój mąż podziela mój gust, ale dzieci nie bardzo. One uwielbiają czarne, ale lekko twarde oliwki, te które dla mnie mają najmniej smaku. Kupuję je dla nich. Chcę z wami podzielić się dzisiaj sposobem na oliwki, który ostatnio odkryłam i który mi pozwala cieszyć się tymi czarnymi, twardymi, a Wam może się kiedyś przyda gdy traficie na słoiczek mało atrakcyjnego.
Wystarczy odsączyć oliwki z zalewy, wsypać do miski, dodać do nich zmiażdżony ząbek czosnku, zioła (te, które się lubi, mogą być suszone; na zdjęciu z oregano; polecam też rozmaryn), sok z minimum jednej cytryny i trochę oliwy z oliwek. Po wymieszaniu najlepiej przełożyć z powrotem do słoika. Idealnie jest użyć tyle soku z cytryny i oliwy żeby oliwki były w nich zanurzone, ale jeśli jest ich mniej można słoik od czasu do czasu przewracać. Oliwki są już smaczniejsze po kilku godzinach, ale noc spędzona w lodówce zrobi z nich naprawdę smakowite kąski: miększe, naciągnięte smakiem ziół i czosnku, lekko kwaskowate.
Oliwki bardzo chętnie przejmują czosnkowy smak, dlatego nie polecam dodawać go zbyt dużo, oporniejsze są wobec cytryny, dlatego tutaj hojność nie zaszkodzi. Polecam!



przepisy

