Odchudzona fasolka po bretońsku i list do A.
Droga A.Przepraszam, że znowu tak długo się nie odzywałam. Pewnie już zapomniałaś, że czekasz na moją odpowiedź. U mnie bez zmian. Życie pędzi jak oszalałe i chociaż za wszelką cenę staram się je dogonić, ostatnio nie wychodzi mi to zbyt dobrze.Może jak opiszę Tobie swój tydzień to lepiej zrozumiesz jak bardzo cenię każdą niespieszną chwilę, którą uda mi się zaoszczędzić?Poniedziałek - piątek.
Zaczynam przed 6tą. Taki wiesz, standard. Pobudka, 10 minut ćwiczeń, śniadanie, poranna toaleta. Prasowanie ciuchów, szybkie przejrzenie porannej prasy i długa chwila pieszczot z Futrem.Praca jak to z pracą bywa, standardowe od do czasem się przedłuża... (pisemnie jest to 9-17, ustnie to 7 zmienia się niekiedy w 9).Po pracy powrót miejską komunikacją, zakupy i powrót do domu w wersji optymistycznej około 20tej, w wersji mniej wesołej około 21tej (to w te dni kiedy nie jestem na siłowni - wtedy wracam około 22ej).Obowiązkowa zabawa z Futrem, wrzucenie czegoś 'na ząb', ugotowanie obiadu na kolejny dzień i niewiele czasu, który zostaje na małe i duże przyjemności. A jest ich naprawdę wiele. Bo jest sterta książek, które czekają aż się nimi zajmę.Jest sporo gazet i czasopism.Nowe CD do przesłuchania.Nowe DVD do przejrzenia.Zaniedbywany blog. Zaległe listy (jak widzisz są na samym końcu).2 (3) godziny to za mało, żeby ze wszystkim zdążyć. Po przyjemności z listy na samym dole praktycznie nie mam szans sięgnąć. A weekendy? - pytasz.Weekendy to czas kiedy mogę celebrować swoje ukochane śniadania. Niespiesznie, powoli. Jest spanie do późna, przedpołudniowe zakupy owoców i warzyw na Sadybie, jest sprzątanie, pranie i wszystkie te czynności, na które w tygodniu po prostu nie zostaje już ani sekunda.Jest też gotowanie, pieczenie chleba, robienie zdjęć przy łagodnym świetle. Są również spotkania z bliskimi i znajomymi.
Codziennie, od 11 lat uśmiecham się do siebie, że potrafię żyć (i jestem szczęśliwa) bez telewizora.
Powiedz mi sama, jak to wszystko zmieścić w 2 dobach? Spać i odpocząć po 5 dniach pracy też trzeba.
Dlatego uważam, że najważniejsza jest selekcja i równowaga. To że nie piszę, nie znaczy że o Tobie nie pamiętam. Czasem po prostu wolę spać o tą jedną godzinę dłużej niż przez kolejne minuty gapić się w ekran laptopa.
Pytasz o posty na blogu - zależy mi na ładnych zdjęciach. Zdjęciach robionych w spokoju, skupieniu i bez wiszącego nad głową widma, że MUSZĘ.Trudno. Takie życie. Wolę, żeby mój blog był blogiem z duszą, a nie blogiem z milionem przepisów.
Droga A. ściskam Cię ciepło i myślę o Tobie bardzo często.
Poniżej przesyłam obiecany przepis na moją wersję fasolki po bretońsku.
Lekko odchudzoną (wiesz jak bardzo cenię polską kuchnię i jak bardzo lubię ją modyfikować :))
Pyszną!
Pozdrawiam serdecznie,
Twoja e.

FASOLKA PO BRETOŃSKU ODCHUDZONA
/Zmodyfikowany przepis znany wszystkim od zawsze. Droga A., a czy pamiętasz moją odchudzoną gulaszową?/
800g fasoli Piękny Jaś
2 łyżki suszonego majeranku
1 łyżeczka sody
600g pieczonej, chudej kiełbasy wiejskiej
2 łyżki oleju lub oliwy
2 cebule (lub 4 szalotki)
4 duże ząbki czosnku
1 karton (400ml) pomidorowej passaty
100g pasty z suszonych pomidorów (lub dobrego koncentratu pomidorowego)
2-3 łyżeczki łagodnej wędzonej papryki w proszku (lub zwykłej słodkiej)
2 łyżeczki ostrej wędzonej papryki w proszku (lub zwykłej ostrej)
ciepła, przegotowana woda
1 łyżka octu balsamicznego (opcjonalnie)
wędzona sól (lub zwykła)
szczypta brązowego cukru (naprawdę polecam) lub 1 łyżeczka syropu/nektaru z agawy
szczypta suszonego tymianku
Fasolę zalewamy dużą ilością wody (3-4 razy więcej niż objętość fasoli), dodajemy łyżeczkę sody, 2 łyżki majeranku i gotujemy do miękkości (soda skraca czas gotowania - wiem to od Basi).
Nie dodajemy soli (fasola popęka) i zostawiamy ją w wodzie, w której się gotowała, aż całkowicie ostygnie. Wtedy ją odcedzamy (wody z gotowania nie zachowujemy).
Cebulę i czosnek obieramy i drobno siekamy.
Kiełbasę kroimy w półplasterki.
Na patelni rozgrzewamy olej (oliwę) i dodajemy kiełbasę (użyłam oliwy, go kupiłam chudą, pieczoną kiełbasę). Smażymy aż się zrumieni i dodajemy do garnka z fasolą.
Na tym samym tłuszczu podsmażamy czosnek i cebulę oraz pastę z suszonych pomidorów i również dodajemy do garnka.
Dodajemy passatę i tyle wody, aby fasolka nie była gęsta (nie może również być zupą).Dodajemy sól, obie papryki w proszku, ocet (jeśli używamy) i (koniecznie) szczyptę cukru.
Doprawiamy majerankiem i szczyptą suszonego tymianku.
Smacznego!




przepisy




