Obiadek z patyczka

Szaszłyczek, który jest kompletnym obiadkiem: i ziemniaczki i mięsko i suróweczka. No może z tym ostatnim przesadziłam, jeden kawałeczek papryki nawet namiastką byc nie może, ale to nic, bo sałatka do obiadu była osobno, pokażę ją kiedy indziej*. Szaszłyki z ziemniaczkami (te maleństwa nazywają się Sofia i mają przepyszną skórkę) polecam, bo i pracy stosunkowo niewiele jak na mięsny obiad i fajnie się je je, a i kombinacji smakowych możliwości nieskończone. Na moich szaszłykach były: podgotowane ziemniaczki w łupinkach, surowy boczek, malutkie pieczarki (a ta bezkształtna masa w środku to grzybek zrośnięty z boczusiem) no i papryka (na innych było jej więcej!). Wszystko posmarowane było produktem ubocznym sałatki czyli oliwą aromatyzowaną tymiankiem i czosnkiem, posypane solą i przyprawą bez której nie mogę się ostatnio obejśc, a mianowicie wędzoną mieloną czerwoną papryką. Piekłam pod grillem rozgrzanym do 160° po około 10 min z obu stron.
*Trzeba teraz rozciągac jeden obiad na kilka wpisów jeśli coś się akurat za dnia sfotografowac. Ja znowu o tym. Co tam będę insynuowac, powiem wprost: jakby mi ktoś chciał zafundowac Lowel Ego to się nie obrażę nic a nic, a teraz na temat zamilkam.




przepisy

