Norweski chleb górski

Norwegian Mountain Bread, wg. How to be a domestic goddess Nigelli Lawson. Najprostszy i najszybszy przepis na chleb z jakim do tej pory się spotkałam. Nie ma oczekiwania na wyrośnięcie ciasta, tylko dłuższy czas pieczenia w dwóch różnych temperaturach; nie wyrabiamy, jedynie mieszamy składniki.
Przepis:
W misce mieszamy składniki suche: 350 g mąki pszennej razowej, 50 g mąki żytniej, saszetkę 7g drożdży suchych lub 15 g świeżych, 50 g płatków owsianych (nie błyskawicznych), 25 g zarodków pszennych (dałam otręby), po 3 łyżki: pestek słonecznika i siemienia lnianego oraz 1 łyżkę soli.
Osobno mieszamy mokre: 250 ml mleka półtłustego (u mnie chude, bo takie mam zawsze w domu) i 250 ml wody. Wlewamy mokre w suche, mieszamy do uzyskania konsystencji gęstej owsianki.
Przekładamy masę do dobrze natłuszczonej i wysypanej małej keksówki i umieszczamy w piekarniku nagrzanym do 110 st. Pieczemy tak 30 min, następnie podkręcamy temp. do 180 st. i pieczemy 60-75 min (u mnie 80 min). Gotowy chleb powinien wydawać głuchy odgłos postukany od spodu + patyczek powinien być suchy.
Gotowy chleb przypomina wizualnie chlebek alpejski, a smakuje trochę jak chleby które jadłam w Austrii - taki gęsty, lekko gliniasty razowiec, przeciwieństwo ciabatty. Tego samego dnia po upieczeniu skórka wydaje się zbyt twarda, ale po nocy w chlebaku mięknie; co ciekawe, sam chleb też smakuje lepiej na 2-gi dzień. Całkiem sympatyczny wypiek, choć może nie najsmaczniejszy chleb, jaki zdarzyło mi się jeść. Sądzę jednak, że do niego wrócę choćby ze względu na prostotę wykonania.




przepisy




