Nasze i tylko nasze...
...weekendy - radosne przywitania w soboty, całe dnie spędzone razem i smutne pożegnania w niedziele (...)
Weekendy są zdecydowanie najpiękniejszą i zarazem najkrótszą częścią miesiąca. Leniwie poranki, niespieszne wstawanie z łóżka, zawsze razem. Komputer i poranna prasa stoją w kącie i czekają na swoją kolej. Najpierw trzeba nacieszyć się sobą i zjeść śniadanie. Powoli, smakując każdy kęs i ciesząc oczy smakiem i zapachem. Chwytając każdą minutę, chwilę i cieszyć się byciem razem. W sobotę obowiązkowo coś wytrawnego, w niedzielę na słodko.
Śniadanie to dla mnie najważniejszy posiłek w ciągu całego dnia. Nie wyjdę bez niego z domu. Nawet jeśli zaśpię, ze śniadania nie rezygnuję. Wolę wyjść z domu bez makijażu, niż bez wypicia herbaty, zjedzenia kanapki czy słodkiej bułki. Nie jem owsianki, czasem jem muesli z jogurtem. Kiedyś obowiązkowo była kawa parzona we włoskim ekspresie z lekko podgrzanym mlekiem i łyżeczką cukru, obowiązkowo w filiżance. Teraz jest zielona herbata parzona nie więcej niż 3 minuty lub moja ulubiona herbata Russian Earl Grey (ta i tylko ta*). Uwielbiam moment, kiedy przecierając oczy, wkładam na siebie ciepły sweter i krzątam się po kuchni. To taka moja mała magiczna pora dnia...
Do Weekendowej Piekarni Ali ostatni raz przyłączyłam się jeszcze w poprzednim roku. Wstyd się przyznać, ale cały grudzień był mocno zakręcony (zresztą jak cały poprzedni rok). Postanowiłam, że tym razem WP nie opuszczę, zwłaszcza że Paulinka zaproponowała nam wspaniały przepis - aż żal było nie skorzystać!
Nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie zmieniła :) Pamiętacie moje wskazówki na temat idealnego ciasta drożdżowego? I tym razem postanowiłam się ich trzymać. Zmieniłam też nieco proporcje składników i dorzuciłam od siebie coś ekstra.
Bułki wyszły FANTASTCZYNE. Puszyste, miękkie i naprawdę cudownie pachnące. Wyjęłam je z pieca o 2-giej nad ranem w sobotę, owinęłam w ścierkę kuchenną i poszłam spać na 6 godzin. A później oboje z Połówkiem, który gdy tylko przekroczył próg mieszkania poczuł ich cudowny zapach, delektowaliśmy się naszym wspólnym śniadaniem (w ten weekend złamaliśmy naszą zasadę i w sobotę śniadanie było slodkie).
Do bułek obowiązkowo masło, dżem z pomarańczy i z whisky** lub nutella. I kubek gorącego kakao na mleku kozim.
Dla mnie takie śniadanie mogłoby trwać do wieczora...

Drożdżowe bułeczki kokosowo-czekoladowe
Oryginalny przepis znajdziecie na blogu Paulinki
570g mąki pszennej chlebowej
1 łyżeczka soli Maldon
70g cukru
1 łyżeczka suszonych drożdży
60 ml mleka koziego, ciepłego
200ml mleka kokosowego
1 łyżka likieru Cointreau
2 jajka, lekko roztrzepane
85 g masła
0.5 szklanki wiórków kokosowych
100g gorzkiej czekolady (70% zawartości kakao), posiekanej na większe kawałki
4 łyżeczki kandyzowanej skórki pomarańczowej, pokrojonej w kostkę
Do posmarowania bułek
1 białko, lekko roztrzepane
3 łyżki mleka kokosowego
Z mleka koziego, drożdży, łyżki cukru i 3 łyżek mąki zrobiłam zaczyn (powinien mieć gęstość wiejskiej śmietany), przykryłam kubek ściereczką i odstawiłam w ciepłe miejsce na 20 minut. Gdy zaczyn podwoi objętość jest gotowy do użycia.
Mąkę przesiałam do dużej miski, dodałam cukier, sól, rozkłócone jajka, mleko kokosowe, likier i zaczyn. Wymieszałam składniki i wyrobiłam lśniące i gładkie ciasto (około 10-15 minut).
Masło roztopiłam w małym rondlu i ostudziłam. Dodałam do wyrobionego ciasta w czterech częściach, dodając koleją dopiero po dokładnym wchłonięciu przez ciasto części poprzedniej.
Do ciasta dodałam wiórki kokosowe i ponownie wyrobiłam.
Na kuchennym blacie rozłożyłam kawałki czekolady. Kulę ciasta przetaczałam bo blacie zagarniając jak najwięcej czekolady. Zagniatałam tak długo, aż cała czekolada została wgnieciona w ciasto.
Uformowałam kulę, włożyłam do lekko naoliwionej miski, przykryłam folią i odstawiłam do wyrośnięcia (ciasto musi podwoić swoją objętość).
Po tym czasie ciasto podzieliłam na 10 części (około 115-120g każda) uformowałam okrągłe bułki i wyłożyłam złączeniami do dołu na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
Blachę przykryłam folią i zostawiłam bułki do ponownego wyrośnięcia.
Piekarnik rozgrzałam do temp. 180st.C.
Wyrośnięte bułki posmarowałam białkiem wymieszanym z mlekiem kokosowym i wstawiłam do pieca (w połowie pieczenia bułki posmarowałam ponownie).
Po upieczeniu ułożyłam na kratce kuchennej i zawinęłam w ściereczkę.
Świetnie smakują z masłem, kwaśnym dżemem lub nutellą.
Smacznego!

* tylko z tej puszki, liściasta, żadna inna nie wchodzi w grę
** z ręką na sercu polecam Wam tą marmoladę - jest pyszna (jak wszystkie produkty tej firmy) i naprawdę warta swojej ceny






przepisy




