Nadziewać, czy nie nadziewać oto jest pytanie


Jak pewnie większość z Was zauważyła, ostatnio częściej pojawiają się tutaj nowe posty. Ale chyba czas zwolnić. Boję się, że w natłoku przepisów i mi i Wam coś umknie.
Odkąd siedzę tu sama, mam więcej czasu na fotografowanie jedzenia. Pewnie dlatego i zdjęcia i przepisy posłusznie czekają na swoją kolej. I tak naprawdę chciałabym Wam pokazać wszystko od ręki, ale tak się nie da, kurka wodna. Musi być wszystko po kolei i w swoim czasie.
Ostatnio kolejny raz przeczytałam fantastyczną książkę Joanny Chmielewskiej ‘Lesio’. Czytałam ją w pracy w czasie przerwy obiadowej i śmiałam się do łez. Koledzy z pracy do dzisiaj nie rozumieją, jak książka może aż tak bardzo rozśmieszyć. Autentycznie płakałam ze śmiechu. Podjerzewam, że większość z Was Panią Chmielewską zna. A tym, którzy nie znają Jej książek, polecam ‘Lesia’ z całego serca.
‘Lesio’ jest piątą z kolei opowieścią Joanny Chmielewskiej, która porzuciła swój zawód architekta i zajęła się pisaniem powieści przeróżnego gatunku. Akcja książki toczy się w miejscu, w którym pracowała Pani Joanna. Kim naprawdę jest Lesio? Ponoć był kolegą z pracy, z którym Pani Joanna dzieliła pokój.
W książce Lesio jest architektem w jednej z warszawskich pracowni. Ale nie jest zwykłym architektem. Ma bardzo skomplikowany umysł – jest pomysłowy, bardzo roztargniony, zapracowany i, tak jak my boryka, sie z codziennością. A to planuje zamordować Personalną, która codzienne podsuwa mu książke spóźnień, a to planuje wykończyc konkurenta o uczucia koleżanki z pracy - Barbary, a na dodatek miewa problemy z żoną...
To jak zachowuje się Lesio, zdecydowanie odbiega od ogólnie przyjętych standardów. Ale właśnie dlatego książka jest tak bardzo zabawna. Bo tak naprawdę Lesio to po trochu każdy z nas, chociaż trudno nam się do tego przyznać.
I oczywiście w książce można znależć masę dowcipów jak na przykład:
'Jak pół pośladka lufcikiem' czy 'Stój, ty żłobie polowy, w gromnicę szarpany' i wiele wiele więcej, ale trzeba przeczytać całość. Nie ma mocnych :)
Jaki związek ma moja opowieść o 'Lesiu' z przepisem, który dzisiaj prezentuję - nie wiem :) Jedynie taki, że do dziś pamiętam jak ze starszą Siostrą Dagmarą siedziałyśmy wieczorami na fotelach (każda na swoim) i czytałyśmy książki, których dzięki pasji naszej Mamy w domu jest baaaaardzo dużo. Pamiętam jak dziś Dagmarę czytającą właśnie ‘Lesia’ i zalewając się łzami ;) To Ona mnie Lesiem zaraziła.
I może dlatego naszła mnie ochota na obiad, który od zawsze był podawany w domu. A może dlatego, że kupiłam śliczne małe patisony? :) Co za różnica. Danie jest pyszne i gorąco Was do niego zachęcam!
Ach i sos. Zwykły pomidorowy sos. Niebo w gębie! Moja Mama zabiela go kwaśną śmietaną. Też smaczny. Jak kto lubi!


Patisony i papryki nadziewane mięsem i ryżem z sosem pomidorowym
(Przepis zrobiłam na oko, tak jak robi to Mama)
4 patisony
4 czerwone papryki
1 duża biała cebula
250 g mielonego mięsa*
½ szklanki ryżu ugotowanego na pół twardo**
1 jajko
olej do smażenia
świeżo mielony pieprz
pieprz cytrynowy
sól***
szczypta suszonego tymianku
odrobina płatków chilli
lekki bulion warzywny lub mięsno-warzywny
Papryki i patisony myjemy, osuszamy i ścinamy im czubki. Z papryk usuwamy nasiona i biały miąższ, a patisony wydrążamy ostro zakończoną łyżeczką, tak by przy skórce została jego cienka warstwa.
Cebulę kroimy w drobną kostkę i smażymy na rozgrzanym oleju, aż się zeszkli.
Mięso mieszamy z ryżem, cebulą i jajkiem. Hojnie doprawiamy pieprzem, solą i resztą przypraw. Dodajemy natkę pietruszki.
Gotowym farszem napełniamy papryki i patisony. Przykrywamu odciętymi czubkami i układamy w dwóch szerokich rondlach z grubym dnem (papryki w jednym, a patisony w drugim). Zalewamy bulionem tak, by przykrył warzywa. Dusimy na wolnym ogniu przez około 25 minut.
Sos pomidorowy
oliwa z oliwek
4 duże ząbki czosnku
6 - 8 dużych mięsistych pomidorów
sól morska
świeżo mielony czarny pieprz
ewentualnie kwaśna śmietana****
Na patelni rogrzewamy oliwę. Dodajemy posiekany czosnek i smażymy (czosnek ma się zezłocić, ale nie przypalić).
Dodajemy listki bazylii i pomidory uprzednio obrane ze skórki. Gotujemy na wolnym ogniu, aż pomidory zmiękną. Można im pomóc i troszkę je pomiętolić w garnku.
Sos doprawiamy solą i pieprzem. Gdy pomidory się rozpadną, przecieramy sos przez sitko i ponownie gotujemy go na wolnym ogniu aż zgęstnieje.
Patisony i papryki podajemy z sosem.
Smacznego!


* ja użyłam wołowiny, ale wieprzowina jest lepsza – ja nie lubię jej smaku i zapachu więc jej nie jadam
** jeśli dodamy ryż ugotowany z nadzienia zrobi nam się klucha
*** ja użyłam wędzonej soli Maldon - pycha!
**** co kto lubi!




przepisy


