Nadchodzi jesien...
Nadchodzi jesien...i mimo, ze slonce nadal cieplo pogrzewa, to powietrze, z kazdym dniem staje sie bardziej wilgotne. Mgly mistycznie zawisaja nad ziemia, a poranki i wieczory zdaja sie byc coraz chlodniejsze. Pajaki szukaja schronienia gdzies w zakamarkach domu, koty robia sie jeszcze bardziej leniwe niz zwykle....a w domu pojawiaja sie niezliczone kilogramy owocow i warzyw...Koniec lata i poczatek jesieni to czas na domowe przetwory, robienie zapasow, sortowanie owocow i warzyw. Nie szczedze wiec czasu na przygotowanie dzemow, galaretek, kordiali, chutney, marmolad, sosow i innych zapasow, bez ktorych nie wyobrazam sobie zimy...i bynajmniej nie chodzi tu o przetrwanie, jak to dawniej bywalo; mysle po prostu, ze to cudowne moc zamknac w sloiku kolory i smaki lata, i rokoszowac sie nimi wedle woli w zimowy czas....
Glowna zasada w mojej produkji przetworow jest...nie wiecej niz 3 do 5 sloikow z kazdego rodzaju! Podyktowane jest to niestety wielkoscia spizarni...a takze faktem, ze roznorodnosc jest dla mnie wazniejsza niz ilosc!!!
W sezonie udalo mi sie wykonac wiele dzemow truskawkowych z dodatkiem moreli i tamarindu, pomaranczy, fig, porzeczek, melona i limonki, ananasa i Cointreau, rabarbaru. Teraz podstawa moich przetworow sa jablka, sliwki i gruszki.... wkrotce winogrona i pomidory.
Kazdego roku wprowadzam kilka nowych smakow...dotychczasowym przebojami, a wlasciwie absolutnymi hitami, sa dzem z nektarynek i kawy oraz wczoraj smazony dzem z physalis. Jest on kompletna rewelacja i tym , ktorzy maja dostep do owocow, goraco polecam zrobienie tego dzemu... przynajmniej raz w zyciu! Physalis nalezacy do rodziny pomidorow, pochodzi z goracej Poludniowej Ameryki. Owoc wielkoscia przypomina czeresnie, a kolorem zlote pomidorki salatkowe. Ukryty jest w luznej "papierowej koszulce"...

Dzem z Physalis
2 male (300g) sloiczki
450g physalisu
200g wrzacej wody
450g cukru (uzylam jam sugar, ale nie jest to konieczne)
Obrane z "koszulek", oplukane i przepolowione owoce, umiescilam w zeliwnym garnku i zalalam wrzaca woda. Gotowalam przez 15-20 minut na srednim ogniu. Dosypalam cukier i dobrze wymieszalam. Gotowalam kolejne 20min , w tym czasie dwukrotnie mieszajac dzem drewniana lyzka. Sprawdzilam konsystencje dzemu i gotowalam jeszcze 20 -25 min mieszajc okazjonalnie (3-4 razy). Goracym dzemem wypelnilam przygotowane sloiczki. Zakrecilam, odwrocilam do gory dnem i studzilam wolno pod przykryciem.
Na szczescie na dnie garnka zostalo jeszcze troche dzemu i dzis rano rozkoszowalismy sie jego niepowtarzalym smakiem ...wykladajac grube warstwe na kromkach mieciutkiego "chlebka tureckiego" z przepisu blogowej kolezanki Dorotus, ktorej bardzo, bardzo za podzielenie sie receptura dziekuje! (Zmienilam jedynie ilosc i rodzaj drozdzy)

Chlebek turecki
500g mąki
1 1/2 lyzeczki drożdży instant
330 ml mleka
2 łyżki masła (50 g)
1 łyżeczka soli
1/3 szklanki melasy
1 łyżeczka brązowego cukru
4 łyżeczki kawy zbożowej
100g rodzynek
Do posmarowania:
1 jajko, roztrzepane z
1 łyżka mleka
Drożdże wymieszalam z mąką i cukrem. Mleko podgrzalam, rozpuścilam w nim melasę i masło. Ostudzilam nieco. Do mąki z drożdżami dodalam letnie mleko z melasą i masłem, sól, kawę zbożową, rodzynki i wyrobilam dladnkie ciasto. Odstawilam w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na 1 godzine. Powinno podwoić objętość.
Podzielilam na pół. Uformowalam 2 bochenki i zoastawilam raz jeszcze do wyrosniecia. Posmarowalam jajkiem roztrzepanym z mlekiem. Pieklam około 30 minut w temperaturze 180ºC.




przepisy



