marchewka w kurkumie

Co leczy? Leki. Zdrowa dieta, dobre słowo też. Wiem, że w leczeniu raka pomaga też wizualizacja. To, kiedy w pluszowego raczka, zwykłą nielubianą poduszkę czy inną krewetkę boksujemy ile się da, palimy w piecu i psychicznie po prostu walczymy ze swoją chorobą. Pokonujemy ją na każdy możliwy sposób. Moja mama przeczytała chyba wszelkie możliwe publikazje odnośnie antynowotworowego żywienia. I jakie wnioski? Cytrusy, po pierwsze. Po drugie (pierwsze) kurkuma. Już o niej wspominałam, a po publikacji posta otrzymałam sporo maili. Uznałam więc, że do tematu należy wracać. A że młoda marchewka jakaś taka przeźroczysta w smaku bywa, dodałam do niej to żółte dobro. I wyszło smacznie. I zdrowo przy okazji.
Po trzecie (pierwsze) - piszę tak, bo nie mam pojęcia która rzecz jest istotniejsza, w walce z chorobą potrzebna jest miłość. Największe i najsilniejsze uczucie, które nie zostawi chorującego samego. Która będzie pchała ten kamień wspólnymi siłami, razem, całą rodziną. Która jak trzeba zmieni przepoconą po chemii koszulkę i przytrzyma miskę gdy wraz z leczeniem pojawią się nudności.

składniki
- pęczek młodej marchewki,
- odrobina cukru do smaku,
- masło (w wersji 100% wege można dodać mleko sojowe),
- łyżeczka mąki,
- sól,
- łyżeczka (płaska) kurkumy
Marchew traktujemy skrobakiem do młodych warzyw. Kroimy na słupki, plastry, kostkę - co komu w duszy gra. Gotujemy w wodzie (wystarczy by przykryła marchew) i dolewamy by nie zredukowała się zbyt mocno. Dodajemy masło, doprawiamy do smaku, dodajemy mąkę wymieszaną z wodą i kurkumą. Gotujemy tak około 5 minut, by mąka straciła smak 'surowizny'.
Smacznego. Pa.




przepisy
