malinowy serniczek
Przepis bez rodowodu, zupełnie przypadkowy i szczerze mówiąc zaskakująco smaczny. Zaczęło się od tego, że Marcinku robiąc zakupy na ryneczku, zaczął od malin, a skończył na pomidorach. Maliny dotarły do domu w stanie opłakanym (głównie przeze mnie). I co teraz? Smak i zapach malin - tych zgniecionych - niezwykle góruje nad tymi całymi, nienaruszonymi. Więc potraktowałam je widelcem. Dodałam cukru, łyżkę żelatyny i proszę. Oto serniczek na okruszkach z musem malinowym. Dodam tylko, że serniczek piekłam, nie jest on robiony na ziomno. A, bo taką miałam ochotę na pieczony. I już. Zabrałam go do pracy, gdzie wypełnił spotkanie przy kawie z przemiłą Panią Kasią z SIEMENSa. Pozdrawiam przy tej okazji bardzo serdecznie :) Takie miłe wizyty często umilają dzień w pracy, tematy zawodowe plączą się z tymi od pracy odległymi i uśmiech na ustach pojawia się na całą resztę dnia.
składniki
- opakowanie kremowego sera (z Biedronki się sprawdził)
- 2 jajka,
- pół szklanki cukru,
- łyżeczka ekstraktu waniliowego,
- opakowanie biszkoptów (znów Biedronka...)
- 3 łyżki stopionego masła,
- małe korytko malin,
- łyżka żelatyny
- jogurt naturalny do podania
Ciasteczka potraktowałam blenderem. Dodałam masło, by przypominały mokry piasek i ugniotłam w formie do tart. Białka jaj ubiłam na sztywno i odstawiłam. Żółtka utarłam z cukrem i wanilią. Gdy zbielały dodałam ser. Wymieszałam z białkami u wstawiłam do piekarnika na 50 minut. (opadł jak zwykle, ale to przez to, że nie dodałam kasz manny, budyniu czy innego wspomagacza). Nie wyjęłam sernika z blachy, poczekałam aż wystygnie i polałam malinami z żelatyną. Smaczności!
Smacznego. Pa.




przepisy



