ostatnio szukane:

szyszka rodzynki cebula piwo
Wybrane przez redakcję wpisy blogowe raz na 2 tygodnie w twojej skrzynce email:
Zapisz się na Kurier Kulinarny »
tylmur
tylmur Prowadzi bloga: Tylko kuchnia
Inne tego autora: Święta czas zacząć!!!! Piernik. 18 z 73 Pańska skórka
31/10/2006

Kupujesz morele, nie daj się nabrać.

Jako że jeszcze przez jakiś czas będę handlarą, handlarzyną, subiektką, ekspedientką w biznasie hurtowym bakaliowym, i jako, że w tym biznesie robiąc zamówienia już musimy mieć na widoku rozpoczynającą sie zimę a wraz z nią nadchodzące nieuchronnie święta BN, to naszła mnie pewna refleksja dotycząca auto-kłamstwa.Zresztą swego czau na zaprzyjaźnioniym blogu(jeśli mogę sobie pozwolić użyć tego stwierdzenia) www.olalazar.blox.pl wypłynął temat cynamonu, czy raczej nieustannego mylenia cynamonu z kasją i robienia klientów "w trąbę", którym podtyka się kasję zamiast cynamonu, a oni bogu ducha winni, nieuświadomieni kupują jak za przeproszeniem cielęta.

Otóż refleksja jest taka i dotyczy moreli suszonych. Generalnie ludzie co zaobserwowałam przez kilka lat handlu bakaliami, kupują oczami, im jaśniejsze i większe morele, tym lepsze. Mają być jasne, żółciótkie, złociste jak słońcwe w Hiszpanii czy innej Grecji. Ale niestety zdają sie nie wiedzieć o tym, że im morela jaśniejsza tym więcej w niej sio2 czyli potocznie mowiąc siary, i wybierają kartony zawierające jak najjaśniejsze, najbardziej złociste egzemplarze tym samym bezwiednie wybierają jeszcze więcej siary. Kiedy się napomknie o tym zawartym w owych złocistych egzemplarzach sio2 to odpowiadają, a są to w większości sklepikarze, że z kolei ich klienci, czyli klienci detaliczni pragną złocisto słonecznych moreli (chociaż zdaje się, że myśl ujmują sklepikarze krócej"ludzie chcą jasne"). Tu mamy jawny przykład tego jak klient na własne życzenie robi się bezwiednie"w trąbę" generując tak zwany popyt. Generuje bowiem popyt na siarę, a nie na suszone, brunatne, mniej nasiarczone morele. (bo nistety i tu trzeba wyznać prawdę zdaje się, że siara jest niezbędna i nawet w minimalnej ilości być musi - takie ciężkie czasy nastały)

I tym bardziej cała sprawa wygląda smutno, kiedy weźmiwmy pod uwagę, ze większosć klientów spożywa suszone owoce "dla zdrowia" . Auto-kłamstwo, czy autoiluzja, czy jak to tam zwał polega na tym, że biorąc coś powszechnie uznawanego za zdrowe, nie czytają etykiety, w ogóle ich to nie interesuje, bo przecież suszona morela to suszona morela i nic w niej więcej nie ma poza suszoną morelą.

Nie dajcie się zwieźć swoim przekoaniom....