Jak niedziela- to schabowy
Z racji tytułu i treści wpis powinien pojawić się wczoraj, niestety doba ma tylko 24 godziny i się zwyczajnie nie wyrobiłam... Zatem poniżej, poniedziałkowy wpis niedzielny:Moja Mama świetnie gotuje.
Odkąd tylko pamiętam wymyślała na obiad nowe potrawy, wertowała z Tatą książki kucharskie, dobierała pyszne składniki, a ja ... marzyłam o schabowym*.
Moje dzieciństwo zbiegło się z pewną modą (trwającą chyba do dziś) na unikanie wieprzowiny i zastępowanie jej drobiem wszelkiej maści. Tak więc kotlety były z piersi kurczaka. Bardzo smaczne, nie powiem, ale ja marzyłam o schabowym! Cienkim, pokrytym grubą warstwą przypieczonej bułki tartej. Takim jak robiły mamy moich koleżanek...
Mam do tego kawałka mięsa trudny do opisania sentyment, więc dziś, gdy sama prowadzę dom, od czasu do czasu pozwalam sobie na przyrządzenie tego klasyka. To moja niespełniona miłość z początku lat 90. Moje wyobrażenie o klasycznym obiedzie. Mój schabowy z mizerią.
*wiem, wiem to się nazywa niewdzięczność:)

A robi się to tak: plastry schabu bez kości, mniejwięcej 1,5 cm. grubośc należy rozbić na 0,5 cm porcję. Posolić, popieprzyć, przełożyć plastrami cebuli i odłożyć na 2 godzinki do lodówki. Po tym czasie odłożyć cebulę, a mięso obtoczyć w rozbełtanym jajku i bułece tartej (ewentualnie mące krupczacce- ja tak zrobiłam). Smażyć na rozgrzanym tłuszczu do zezłocenia. Podawać z ziemniakami z wody oraz mizerią ze słodką śmietanką i koperkiem:)




przepisy




