gulasz wołowy w Guinnessie i monstery na tapecie ;-)
najpierw był Adam, potem Ewa...nic dziwnego, że Kruszyn najpierw nauczył się się słowa "tata", a dopiero potem "mama" ;-)
pomińmy kolejną fazę podczas której nazywał każdego, łącznie z "tatą" - mamą...
bo potem nastąpiła era... Pana! :-)
Pan za oknem, Pan w aucie, Pan w sklepie etc etc. i nieważne, że czasem pan był z wąsem, a czasem w warkoczu czy damskim kapeluszu, a nawet koleżanką, która odwiedziła mnie od dawien dawna :-)
ciężko było przestawić Kruszynka na to, że oprócz Pana chodzą po tej ziemi również Panie. ale udało się! faza ta trwała jednak krótko. teraz mamy fazę... Monsterów! :-)

dla Kruszynka każdy jest monsterem. pan monster. pani monster.
monsier, jak powiada Kruszyn, zrodził się z katalogu pewnego sklepu zabawkowego, który ogląda namiętnie. błagam, nie pytajcie dlaczego? ;-)
kiedy pierwszy raz na pytanie: cio to?, usłyszał moją odpowiedź: monster, od razu wpadła mu w ucho i nazwa i sama postać. przypisał jej złe zamiary i to, że robi wrłaaaaa... (przy tym odgłosie Kruszyn macha pazurkami niczym lew).
najlepsze monstery buduje mama z klocków, które on namiętnie burzy.
bo monster jest be, nie? ;-)
i tak oto tym sposobem Kruszyn wyzwał wszystkich uczestników parady podczas ostatniego św. Patryka od monsterów! dobrze, że bardziej było słychać szkockie dudy niż Kruszynka... :-)
a ja jestem ciekawa, jaka będzie kolejna faza? i jaki przydomek spodoba się Kruszynowi jako następny??
przy okazji, pozostając w klimacie Wyspy i jej święta, dnia Patryka (które to było co prawda jakiś czas temu, ale nie miałam okazji o nim napisać), podaję przepis na irlandzki gulasz w piwie Guinness.
uwielbiam ten przepis za możliwość interpretacji zależnej od kulinarnego nastroju. robię go w wersji klasycznej, do ziemniaczanego puree i zielonego groszku. albo zapiekam pod ciastem francuskim jako beef&guinness pie. bywa, że dodaję do niego pieczarki, innym razem marchewkę...
zdecydowanie polecam! :-)
//przepis stąd, klik klik, lekko przeze mnie zmodyfikowany.

gulasz wołowy w Guinnessie
(3-4 osoby)
- 1kg polędwicy wołowej
- 4 cebule
- 3 ząbki czosnku
- 1 piwo Guinness (draught, 440ml)
- 375ml bulionu wołowego (może być gorąca woda wymieszana z 3/4 kostki bulionowej wołowej)
- 2 listki laurowe
- sól, pieprz, tymianek
ponadto:
- mąka do obtoczenia mięsa
- oliwa do smażenia
- płat ciasta francuskiego w wersji "pie" lub ziemniaki i groszek w wersji klasycznej
przygotować mięso: odkroić wszystkie białe, tłuste części. pokroić w mniej więcej w taką samą kostkę. posolić, posypać pieprzem, obtoczyć w mące. smażyć na rozgrzanej oliwie na rumiano z każdej strony.
odsączać z tłuszczu na papierowym ręczniku.
cebule obrać i przekroić na pół. pociąć w piórka. smażyć je na odrobinie oliwy do miękkości, pod koniec wrzucić pokrojony drobno czosnek.
mięso oraz cebulę z czosnkiem umieścić w szerokim rondlu. zalać piwem oraz gorącym bulionem. wymieszać. dodać listki laurowe oraz tymianek. zagotować, następnie zmniejszyć gaz i przykryć. dusić 1h-1,5h do miękkości mięsa, od czasu do czasu mieszając. sos powinien w tym czasie mocno zgęstnieć. doprawić do smaku solą, pieprzem oraz tymiankiem.
w wersji klasycznej podawać z ziemniaczanym puree i zielonym groszkiem z wody. jako placek: ułożyć w żaroodpornym naczyniu, przykryć ciastem francuskim, posmarowanym z wierzchu rozbełtanym jajkiem. zapiec w piekarniku przez 15 minut w 200 stopniach, do zarumienienia się ciasta. podawać z pieczywem.
rok temu podałam:
kompot z gruszek i suszonych owoców





przepisy

