Friands z nektarynkami
Przepadam za friands. To nie pierwszy przepis na nie, który tu podaję i na pewno nie ostatni. Te małe ciasteczka o francuskim rodowodzie, nazywane też czasem financiers, urzekają mnie swoją konsystencją. Uwielbiam, że są takie chrupiąco-kleiste. Oprócz tego uwodząca jest łatwość ich wykonania i jeszcze jedno - poczucie, że jest się zapobiegliwą i oszczędną panią domu. Skąd znowu to ostatnie, zapytacie? Otóż do friands wykorzystuje się same białka, a tych - ja przynajmniej - jakimś dziwnym sposobem mam zachomikowane dziesiątki w zamrażarce. Okazuje się, że oprócz nieśmiertelnych bezów jeszcze do czegoś smakowitego się nadają (ach uwaga, nie zapominajmy o makaronikach, one też są grzechu warte!). Dzisiejsza wersja friands, z dodatkiem dużej szczypty cynamonu i soczystych owoców, jest jak znalazł na późne lato (przynajmniej u nas temperatury wskazują na to, że ta miła pora roku jeszcze trochę potrwa) lub wczesną jesień. Świetnie sprawdzają się nektarynki, śliwki (one były w oryginalnym przepisie) lub brzoskwinie.Wiem, że będzie nudne, jak powiem, że przepis pochodzi z "Café cakes" (seria "Australian Women's Weekly"), ale taka jest rzeczywistość. Nie mogę się od tych książeczek oderwać. Pełne są takiej prostej inspiracji na każdy powszedni dzień, co w sumie chyba najczęściej się człowiekowi przydaje. No i oczywiście zdjęcia są takie, że tylko resztki zdrowego rozsądku wstrzymują mnie od konsumpcji papieru, na którym są wydrukowane.
Właśnie w Australii - poza Francją skąd pochodzą - friands są bardzo popularne. Ponoć są w repertuarze każdej szanującej się kafejki. Australijczycy puszczają wodze cukierniczej wyobraźni i nie boją się żadnych dodatków, zwłaszcza owoce królują we friands z Antypodów. Jeszcze jedną różnicą jest rodzaj foremek - Francuzi wolą klasyczne sztabki (wtedy lepiej pasuje do ciastek nazwa "financiers" - finansiści), a Australijczycy coś w rodzaju niewielkich i owalnych foremek do mufinek.
Friands z nektarynkami 2 nektarynki lub kilka śliwek
185g stopionego masła*
125g (ok. 1 szkl) zmielonych na pył migdałów
6 białek, lekko ubitych
240g (1 i 1/2 szkl) cukru pudru
75g (1/2 szkl ) mąki
1 i 1/2 łyżeczki cynamonu
Nagrzewamy piekarnik do 190ºC. Nektarynki lub śliwki kroimy w półplasterki. Białka ubijamy leciutko z cukrem pudrem (mają się jedynie odrobinę spienić). Mieszamy ze sobą migdały, mąkę, cynamon i masło, dodajemy białka z cukrem i mieszamy łyżką, aż składniki się połączą. Nakładamy masę do przygotowanych (natłuszczonych i wysypanych bułką tartą) małych mufinkowych foremek lub specjalnych foremek do friands. Do każdej z foremek wkładamy 2-3 plasterki nektarynki. Pieczemy przez ok. 25 min, zostawiamy do wystygnięcia w foremkach jeszcze na 5 min. Wyjmujemy z foremek i studzimy na siatce.
* ideałem jest zastosowanie "beurre noissette", czyli tzw. brązowego masła. Otrzymamy je przez roztopienie masła na maleńkim ogniu i dalsze podgrzewanie, aż to co opadnie na dno zrumieni się lekko, a sam maślany tłuszcz zacznie pachnieć orzechowo. Przypomina to w sumie trochę przygotowanie hinduskiego ghee.




przepisy


