Cukiniowe zraziki
Na koniec naszej wakacyjnej części wyprawy Z Widelcem odwiedzimy Grecję. Jak pewnie cześć z Was wie jest to kraj, który bardzo lubimy i który pewnie jeszcze nie raz odwiedzimy;-) Do tej pory byliśmy tam pięć razy, a że cztery ostatnie wyjazdy doczekały się krótkich relacji w sieci (2005 - wyspa Korfu, 2007 - Kokkino Nero, 2008 - wyspa Thassos, 2009 - wyspa Alonissos) to w najbliższych dniach napiszemy Wam kilka słów o naszej pierwszej wyprawie na wyspę Korfu.
To był nasz pierwszy wspólny wyjazd z Ireną, więc można powiedzieć, że była to taka odłożona w czasie podróż poślubna;-) O wyspie Korfu dowiedziałem się całkiem przypadkiem. Podczas jednego z niedzielnych obiadów u mojej mamy w ręce wpadł mi jakiś babski tygodnik w którym obok plotek znalazł się również krótki opis oraz kilka zdjęć z wyspy Korfu. Szczególnie spodobały mi się zdjęcia z Agios Gordis oraz Sidari i tak utkwiły mi w pamięci, że prawie od razu zaczęliśmy szukać biura z którym można by się wybrać na tę wyspę. Poszukiwania zawiodły nas do Tarnowskich Gór gdzie wraz ze znajomymi wykupiliśmy wczasy i tym sposobem jadąc najpierw autobusem do Wenecji, a potem płynąc promem dotarliśmy na Korfu gdzie mieszkaliśmy w miejscowości Benitses.
Oczywiście odwiedziliśmy obie miejscowości, które skłoniły nas do wyjazdu na Korfu. Do pierwszej z nich czyli Agios Gordis dotarliśmy na skuterku i na własne oczy mogliśmy się przekonać jak potężna i zarazem piękna jest skała i zatoka przy której usytuowana jest ta mała miejscowość.

Do Sidari dotarliśmy autobusem i od razu skierowaliśmy swoje kroki w kierunku Canal d'Amour czyli Kanału Miłości. Krąży legenda, że panny, którym uda się pokonać Canal d'Amour wpław, wkrótce znajdą wymarzonego partnera;-) Nawet jeśli się tak nie stanie to warto kanał przepłynąć chociażby dla własnej przyjemności. Nie jest to trudne, bo kanał nie jest zbyt długi, a poza tym jest w nim skalna półka na której można sobie odpocząć. Z kulinarnych ciekawostek to właśnie w Sidari jedliśmy nasze pierwsze w życiu Stifatho.

Powiem Wam, ze kiedy przeczytałem składniki tych zrazików to miałem dosyć poważne obawy czy aby na pewno smak cukinii nie zgubi się gdzieś po drodze poprzez połączenie jej z bardzo wyrazistym parmezanem. Postanowiłem jednak zaryzykować i okazało się, że słusznie, bo cukinia nie została zagłuszona przez resztę składników i w ten sposób cieszyliśmy się kolejnym przygotowanym przez nas bardzo smacznym obiadem;-) Przepis pochodzi z książki Aphrodite Kaipi pt. "Kuchnia Grecka" i jest również naszą propozycją w ramach zabawy "Cukiniowy Sierpień".
SKŁADNIKI: 300 g cukini, 4 łyżki mąki, 1 średni ziemniak, 100 g sera feta, 5 łyżek startego parmezanu, 4 łyżki bułki tartej, 3 dobrze zbełtane jajka, 1 łyżka posiekanej mięty pieprzowej, zmielony czarny pieprz, mąka do posypania, 7 łyżek oliwy z oliwek.
SPOSÓB WYKONANIA: Cukinię utrzeć na masę po czym wymieszać z mąką, Całość przełożyć na sitko i odsączać przez półtorej godziny. Ziemniaka ugotować po czym również utrzeć na masę. Fetę rozdrobnić na małe kawałki. Masę z cukini i mąki dobrze wycisnąć, a następnie dodać do niej puree ziemniaczane, fetę, parmezan, tatą bułkę, jajka, miętę pieprzową i pieprz. Całość dokładnie wymieszać na jednolitą masę i odstawić do lodówki na 45 minut. Z oziębionej masy formować małe zraziki, obtaczać je w mące i smażyć na gorącej oliwie na średnim ogniu na złocisto-brązowy kolor. Po usmażeniu odsączyć z oliwy na papierowym ręczniku.





przepisy



