chłodnik mojej mamy
Albo je uwilbiamy, albo nie tykamy 'bo nie'. Ja innego tak na prawdę nie znam. I nie wiem czy mam ochotę poznawać, bo ten wydaje mi się idealny. W końcu to chłodnik mojej mamy. Pamiętam te liczne grille, siedzenie na tarasie i delektowanie się nim. Jak chłodnik, to i grill. Jakoś u nas w domu zazwyczaj chodzili w parze. Albo tarcie ogórka i rzodkiewek na klęczkach na taborecie przy blacie, bo byłam zbyt mała, by trzeć na stojąco. Albo chodzenie boso po trawniku w poszukiwaniu biedronek, z kubkiem idealnie różowego chłodnika w ręcę. I wąsy. Różowe. Wtedy czułam się tak dziwna, jak kot z 'Alicji w krainie czarów'. Pamiętam też wyjadanie. Oj tak. To pamiętam chyba najlepiej.Ten chłodnik bazuje nie na świeżej botwince, tylko na buraczkach ze słoika. One dają mu maksimum koloru, minimum (niezbędnej) słodyczy i jest na tyle kwaśny na ile powinien być. Ceńmy przepisy naszych mam, babć, bo one tworzą nam teraz fundamenty do tego, co my kiedyś przekażemy dalej.
składniki
- słoiczek buraków tartych na wiórki (wybierajmy produkty regionalne)
- 500ml kefiru,
- pęczek rzodkiewek,
- zielony ogórek,
- 2 jajka,
- pęczek szczypiorku (z cebulką, lub osobno szczypior i cebula)
- koperek
- sól i pieprz do smaku

Jajka gotujemy na twardo. W międzyczasie trzemy obranego ogórka i rzodkiewki, na tarce z dużymi oczkami. Do kefiru dodajemy buraczki, rzodkiewki i odcedzonego, posolonego ogórka. Mieszamy, dodajemy po garści koperku i szczypiorku z cebulką. Doprawiamy do smaku, na końcu wkrawamy jajka. Podajemy mocno schłodzony.
Smacznego. Pa.




przepisy
