Banan, no Ba
Pisałam o tym wcześniej, że telewizorni TVP udał się nawet taki projekt jak założenie serwisu iTVP.
Ostatnio oglądałam tam program (niestety jakość dość kiepska była) z cyklu "Boso przez świat" Wojciecha Cejrowskiego tytuł: "Bananera". Cejrowski nie był nigdy moim idolem. Nawet bez zmrużenia okiem nazwałabym się Antyfanką C.; co oznacza obserwuję poczynania, ale osoba ta cokolwiek mnie irytuje . A tu proszę - zaskoczenie, program o bananach całkiem ciekawy.Jeśli chcecie zobaczyć jak to wszystko rośnie, rozwija się, a potem jest pakowane i transportowane, to nic prostszego jak odwiedzić stronę programu i włączyć film.
Króciutka recenzja dla niezdecydowanych: Godne pochwały jest to, że program pokazuje wszystko naprawdę od kuchni, bez tuszowania i upiększania, z czym tak często mamy do czynienia, kiedy programy przechodzą cenzurę korporacyjną, o reklamie nie wspominając. Cejrowski nawet momentami zapędza się w obiektywności swej, i wychwala naturalnie rosnące, dzikie banany (istnieje kilkanaście gatunków!!!! - kto by pomyślał) nad banany uprawiane na export, które jego zdaniem są niesmaczne, obrzydliwe i nikt o wyrobionym zmyśle smaku by ich nie wziął do ust. A tymczasem, prawda jest taka, że gdyby nie te banany uprawiane na dużą skalę, to byśmy w ogóle o bananach nie słyszeli i bladego pojęcia nie mieli, że taki owoc istnieje.
Uprzedzam, że wrażliwi mogą doznać szoku i bananowstrętu na jakiś czas. Jednostki odporne mogą - dla odmiany - nabrać chęci na ciasto bananowo-cytrynowe. Tak więc do kuchni, do kuchni...
Ale z uśmiechem z uśmiechem
Teraz lepiej, no.



przepisy



