bagietka i rooibos na podły wieczór
Kto był bardziej załamany? Ja, czy ona, z(a)łamana na pół, samotnie leżąca w chlebaku? Nie wiem. Ale dostałam od Lidzi moją ukochaną rooibos, która poprawiła humor i mnie, i bagietce i teleskopom, które także były w podłym nastroju. Bywają sytuacje, z których nijak, nie da się znaleść dobrego wyjścia i każdy ruch spowoduje, że ktoś będzie niezadowolony. Po raz kolejny dowiedziałam się, jak mało jestem odporna na tego typu wstrząsy. Brodka śpiewa, że do wielu łez niewiele jej trzeba i ja chyba mam podobnie. Do tego gdy siedzę sama w domu i mam zbyt wiele czasu na myślenie, sytuacja się pogarsza. Dzięki Bogu za Lidzię i za rooibos :)Jeśli kiedyś wpadnę w błędne koło jedzenia na pocieszenie, trudno. Ale na pewno nie będę wtedy smutna i głodna. Ewentualnie mniej smutna i najedzona. Wczoraj byłam smutna weekendem i najedzona tą oto bagietką. Smakowała bardzo, choć zawierała banalne składniki. I obskubane listki kolejnej załamanej - bazylii. Matko! Co za depresyjny post!!!!!!!!!!

składniki
- 1 długa bagietka,
- 1 ząbek czosnku,
- odrobina masła,
- ulubiona wędlina (u mnie podsuszana szynka),
- żółty ser (wymieszałam goudę i chedar - resztki z lodówki)
- czerwona cebula,
- strąk papryki konserwowej,
- pomidorki koktajlowe,
- liski bazylii
Bagietkę kroimy, smarujemy masłem i przeciśniętym przez praskę czosnkiem. Następnie układamy wędlinę, ser, pomidory, paprykę i cebulę. Wstawiamy na 20 minut do piekarnika z opcją grilla. Gorące dekorujemy bazylią i podajemy z ulubionym sosem (ziołowym, czosnkowym, innym...)
Smacznego. Pa.




przepisy


